sobota, 10 marca 2012

NA BARYKADACH


stajemy naprzeciw siebie
uzbrojeni w słowa
które ranią

gdyby mogły zabijać
z pewnością byłoby łatwiej
odwrócić się plecami

odejść
zamilknąć
na zawsze

środa, 7 marca 2012

OBOK SIEBIE



różnimy się prawie wszystkim
kolorem oczu włosów skóry

inne mamy korzenie i korony drzew
odmienną też kulturę

nawet bogów mamy innych
albo nie mamy ich wcale

przesuwamy paciorki różańca
lub wielobarwne koraliki
nanizane na nitkę

szeptem powtarzamy słowa
w niezrozumiałym wzajemnie języku

i tylko ziemia ta sama
na której ślad stóp
przeminie

niedziela, 29 stycznia 2012

SCENARIUSZ



zawsze pozostanie nam peron czwarty
z drewnianą ławką
wciśniętą między latarnię i dworcowy zegar

wskazówki dokładnie odmierzają chwile
stąd roztacza się rozległy widok na rozjazdy
panoramę torowisk z kępami traw gdzieś pomiędzy

podobno jesień sprzyja pożegnaniom
zwłaszcza tu na stacji
tak odległej od Casablanki

inny czas
inne miejsce
gęstnieje mgła nad kawą z termosu

nie jesteśmy jak Rick i Ilsa
nie musimy grać do końca
swoich ról

niedziela, 22 stycznia 2012

DZIADEK

dziadek miał wielkie serce
takie czekoladowe
z piernika

rozpływało się
gorącym uśmiechem
na nasz widok

lgnęliśmy jak muchy

umorusani szybowaliśmy
w przestworzach
i cały świat był nasz

z ostatnim słowem
ciszą opadaliśmy
na trawę

pod gruszą
dość było miejsca
dla wszystkich

sobota, 21 stycznia 2012

BABCIA



pachniała zawsze tak samo
goździkami i cynamonem
ciasteczkami wyjętymi wprost z pieca

wbiegaliśmy trzaskając drzwiami
z błotem na butach
i pustką w żołądku

rozdawała po jednym
wygładzała rozczochrane głowy
o wykrochmalony fartuch

odchodziliśmy ugłaskani
z okruszkami serca
w dłoniach i w sobie

piątek, 6 stycznia 2012

OGNIWA ŁAŃCUCHA

niepotrzebni

wyczekują w kolejkach po chleb i do lekarza
mówią zwykle dużo i jakby nie na temat
albo godzinami milczą
wpatrując się uparcie w coś czego nie widać

zwariowane życie
kręci się gdzieś obok jak karuzela
która odśrodkową siłą pozbywa się
nadmiaru

podróżują autobusem lub tramwajem
nie płacąc za przejazd
obcasami wystukują sekundy
w spowolnionym tempie

bywają tacy nieporadni
zniecierpliwieniem maskują ułomności
każdego dnia zaciekle walczą o następny
z czasem który bruzdami piętnuje twarz

z czasem kiedy się zapomina
że życie nabiera prawdziwego sensu
dopiero wtedy gdy młodość
łączy się z doświadczeniem

tak jak przenikają się
kolejne ogniwa jednego łańcucha:
bez tego co było
nie byłoby tego co jest

niepotrzebni ?

środa, 28 grudnia 2011

ROZMYŚLANIA WIGILIJNE

a gdybyś tak Maleńki Jezu
urodził się właśnie teraz
czy byłoby dla Ciebie miejsce
nie w szopie nie w żłobie
nie w nędznej stajence

czy gwiazda betlejemska
świeciłaby tak jasno
że ponad krzykliwą reklamą
widziałoby ją miasto

czy wiecznie spóźnieni ludzie
skłoniliby na chwilę głowy
zostawiając giełdowe kursy
wyprzedaże sensacje
świat komputerowy

i czy mędrcy w garniturach
królowie bez korony
z darami by ruszyli
w nieznane im strony

a gdybyś tak Maleńki Jezu
urodził się właśnie teraz
jak by to dzisiaj było
zastanawiam się nieraz

środa, 21 grudnia 2011

BEZ ANTRAKTU


szepty i podszepty
w głowie chaos
podobno to on był na początku

zanim odpadły skrzydła

teatralny rekwizyt minionej epoki
powędrował do torby na laptop
życie pełne jest nonsensów

anielskie podskoki do gwiazd
to tylko jasełka
dla garstki niewybrednych
których być może nikt nigdy nie kochał

po schodach w dół
wybiegam przez rozsuwane drzwi
z wnętrza na zewnątrz

potykam się na krawężniku
jeszcze jeden niezgrabny skłon
na granicy niedoskonałości

nie jestem aniołem
aureola potoczyła się po chodniku
zapomniałam odpiąć

poniedziałek, 21 listopada 2011

MIKSER



szklany klosz
kruchą warstwą oddziela
ja – tutaj od ja – tam

wzrokiem przenikam przezroczystość
myśli biegną bez granic
rozproszenie zwrot kondensacja

ile jesieni zostało poza mną
ile srogich zim upojnych wiosen
ile burzliwych lat

wykreślam sobą linię życia
stąd można postawić następny krok
w każdą stronę

dotykam szkła
zostają ślady linii papilarnych
podobno niepowtarzalne

wyjątkowe

wtorek, 1 listopada 2011

JESIENNE IMPRESJE



jesiennie deszczowo
kolczaste łupiny na chodniku
i nawet dzikie gęsi
kluczami znaczą niebo
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

kropla za kroplą
struga za strugą
w kałuży coraz więcej łzawych kręgów
wirują liście wkoło
porywem wiatru gnane
opustoszały parki i ogrody

jesiennie deszczowo
kołnierze wysoko postawione
nad głową bure chmury
brzuchami chronią niebo
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

kropla za kroplą
struga za strugą
pod parasolem coraz więcej wspomnień
w wazonach chryzantemy
złocą się niby słońca
w lampkach dogasa nikły płomień świecy

a ponad wszystkim niebo
nieczułe na westchnienia
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

jesienne impresje
deszczowe układanki
jesienne impresje
deszczowe malowanki...

czwartek, 25 sierpnia 2011

PÓKI NIE ZATRZASNĄ SIĘ DRZWI


zawtóruję ptasim trelom przed świtem
zanim ugodzony refleksem światła
granat nocy zblednie

rozkołyszę się z wiatrem wśród pszenicznych łanów
dłonie do modlitwy złożę
w podziękowaniu za chleb

odszukam zagubioną muszlę
oczyszczę z piasku do ucha przyłożę
z szumem morskich fal odpłynę poza horyzont

zachód słońca w źrenicach zgłębię
purpurą i złotem szaty przyozdobię
odwrócę się na moment przez chwilę jeszcze będę

póki nie zatrzasną się drzwi...

czwartek, 14 lipca 2011

MANSARDA



parę metrów kwadratowych
i skośny dach z oknem
w którym niebo zmienia oblicze
z niebieskiej beztroski
na bury gniew
rozogniony gromem błyskawic

łzawa bezsilność
sączy się przez nieszczelne
niedomknięte
ze szczególnym naciskiem na nie
kiedy negacja przybiera formę buntu

buntownikiem można zostać
w najbardziej nieoczekiwanej chwili
nie robiąc absolutnie nic
ponad to co konieczne

wtorek, 14 czerwca 2011

CUDA - WIANKI, CZYLI REJS ŁÓDKĄ ZE STERNIKIEM




siedzieliśmy wkoło żeliwnego kociołka
ogień rozgrzewał nie tylko ręce
wnętrze powoli wypełniało się treścią

a jednak wciąż byliśmy głodni
słów i siebie nawzajem

zwłaszcza tu
tak daleko od wczoraj
i tego co zostało za plecami

falowało zboże
żeglowaliśmy coraz śmielej
w podkrakowską noc

palcami dotykając strun
splatając cumy z wersów

przyjedźcie nad Biebrzę
zaproponowałaś

po raz kolejny odkryliśmy
że są chwile
dla których kilometry nie mają znaczenia


Siedliska, 10-12.06.2011

NOWA ANTOLOGIA

"21 w skali Beauforta"

Wiersze 21 autorów portalu "Na Łódce Poezji", Sandomierz 2011

Redakcja i korekta - Janusz Kwiek

Tytuł i opracowanie graficzne - Basia Rogowska

Okładka - na podstawie obrazu "Żywioły" art. mal. Jerzego Zawrzykraja

Autorzy: Arkadiusz Kiński, Basia Rogowska, Daniela Polasik, Dorota Strugała, Janusz Kwiek, Joanna Danuta Bieleń, Joanna Pisarska, Jolanta Sztejka, Katarzyna Zychla, Krystyna Czarnecka, Krystyna Gudel, Lucyna Siemińska, Marcin Chronimski, Marta Gracz, Marta Precht, Monika Grobelna, Piotr Konczak, Przemysław Ślęzak, Sławomir Jankowski, Zbigniew Michalski, Zofia Lesiewicz

piątek, 29 kwietnia 2011

W BOSKIEJ KAWIARENCE


a może teraz odpoczywasz
w boskiej kawiarence
w wygodnym fotelu
przy białym stoliku

może właśnie spożywasz
niebiańskie kremówki
pijesz kawę
nieziemsko pyszną

a góralska aniołów kapela
przygrywa na smykach
i rajskich dzwonkach

i wyglądasz przez okno
i nam błogosławisz

jak wtedy
jak dziś
już zawsze

sobota, 23 kwietnia 2011

sobota, 16 kwietnia 2011

NIECO ROMANTYCZNIE










usiądę na chwilę przy stole
na którym tulipany
wznoszą pełne kielichy
zachłysnę się ich zapachem
upiję świeżą wonią do dna

i nie ważne że noc
rozkołysze się na sąsiednim krześle
wiosennie lub sennie
kiedy z cichym sykiem
wygaśnie płomień świec

czwartek, 17 marca 2011

ABECADŁO




- być może dalszy ciąg wiersza Tadeusza Żeleńskiego- Boya wyglądałby właśnie tak:


F
ascynacja Felicją formalnością fali
Do serca nie przypadła, bo była ze stali.
Więcej czasu poświęcała półmiskom niż mnie.
Figlowanie, to fraszka, ale z Felą, to fe!

Grażyna gawędziła z Gracjanem na grzędzie,
Jaki słodki ich pierwszy pocałunek będzie.
Najważniejsza to chwila w całym związku przecie.
Głos gubiła, gdy Gracjan gustował w gorsecie

Histeryczną Hiacyntę huśtał na huśtawce,
Dbając o to, by w końcu usiadła na trawce,
Miłym rozkołysaniem natury zdejmując
Haftowanej halki hermetyczny hamulec

Ideolog Izydor ignorował Igę
Do czasu, gdy w stogu siana zgubił raz igłę.
Szukali blisko siebie, pobłądziły ręce,
Idyllą intymności igrały intencje.

Jasnowłosa Julka jadła jabłka jedynie.
Tylko takie, co Janek zrywał na drabinie.
Gdy raz pomylił owoc z jędrną biustu kulką.
„Jutro” jęknęli jednocześnie, Janek z Julką.

- i być może dalszy ciąg jeszcze kiedyś nastąpi

sobota, 5 marca 2011

NIGDY MI JEJ TAK NIE BRAKOWAŁO...


ławka w ogrodzie odmarzała powoli
wciśnięta w ażurowe falbany
przyciasnej lodowej kiecki
której boki nęciły nagością

nie patrzył nikt
tancerka odwróciła kamienną twarz
szalem zakrywając serce
wyryte scyzorykiem na pamiątkę

nawet stare gwoździe
wykrzywiały się coraz leniwiej
podnosiły łby ku słońcu
niechętnie obnażając rdzawe plamy

tylko ptaki przysiadały na dłużej
stroszyły pióra w oczekiwaniu
aż garścią rzucę ziarno
wiedząc że i tak nie zakiełkuje

wtorek, 25 stycznia 2011


Antologia zawierająca wiersze 20 współczesnych poetów:
Małgorzata Angel, Bernadetta Bąkowska, Joanna Danuta Bieleń,
Agata Cichy, Hanna Goszyc,Marta Gracz, Jerzy Granowski,
Arkadiusz Irek, Barbara Wiesława Jendrzejewska Kazimierz Linda,
Christian Medardus Manteuffel, Ewa Willaume - Pielka,
Daniela Polasik, Piotr Prokopiak,Alina Rzepecka,
Lucyna Siemińska, Dorota Strugała,Jadwiga Stróżykiewicz,
Aleksandra Tarkowska, Henryka Wołoszyk.

Redakcja: Marta Gracz
Komentarz: Tadeusz Dudek
Ilustracje: Małgorzata Angel
Wydawnictwo: Małe Wydawnictwo, Kraków 2010



Antologia z wierszami 36 poetów: Joanna Danuta Bieleń, Małgorzata Błońska, Maria Borcz, Grażyna Cebo-Więcek, Dariusz Chrobak, Emilia Deutsch, Stanisław Dominiak, Bożena Fic, Jacek Furmański, Marta E. Gajewska, Paweł Garnecki, Alicja Godycka, Piotr Goszczycki, Jerzy Granowski, Barbara Wiesława Jendrzejewska, Jadwiga Mariola Jankowska, Jacek Karolak, Kamila Kasprzak, Irmina Kosmala, Krzysztof Kowalczyk, Zbigniew Kurzyński, Andrzej Mestwin, Radosław Orzeł, Danuta Pawłowska-Skibińska, Wiesław Piwowarski, Sławomir Płatek, Piotr Wiesław Rudzki, Lucyna Siemińska, Jerzy Stasiewicz, Paweł Soroka, Agnieszka Terlecka, Izabela Wageman, Ewa Willaume-Pielka, Elżbieta Wojdała-Lis, Henryka Wołoszyk, Marek Zienkowicz.

Redakcja: Piotr Goszczycki
Fotografie: Piotr Wiesław Rudzki
Słowo wstępne: Agnieszka Goszczycka
Wydawnictwo: Komograf, Warszawa, 2010

czwartek, 6 stycznia 2011

Boże Narodzenie



tamtej nocy w Betlejem nie prószył śnieg
mróz nie malował kwiatów na szybie
i nikt nie nacisnął dzwonka u drzwi

patrzyła głodnymi oczami kiedy łamałam chleb na pół
drżącą z zimna ręką kreśliła znak krzyża
tak jak kiedyś moja matka zanim rozkroiła bochenek

rozmarzałyśmy
oszronione spływało łzami
lodowiec w sercu się cofał

poprosiłam aby wzięła również rękawiczki
były jej bardziej potrzebne
niż mnie

środa, 22 grudnia 2010

sobota, 11 grudnia 2010

PLUS MINUS


gwiazdko
migocząca złotą broszką
na granacie nieba

ty tam a ja tu
pomiędzy nami przestrzeń
mierzona w latach świetlnych

pamięć utrwala blask
niezauważalną chwilą
może już nie istniejesz

podobnie jak ja dla ciebie
chociaż myśli wciąż podążają
ku nieskończoności

poniedziałek, 6 grudnia 2010

KTO WIERZY W CUDA



Święty Mikołaj z piernika
głowę lukrowaną czapką ozdobił
podszedł do okna jakby trochę utykał
ciepłe buty na nogi włożył

strzepnął z ramion cukier puder
a może był to pierwszy śnieg
gwizdnął przeciągle podskoczył na próbę
w zamarzniętej szybie zmarszczył brew

i z parapetu lekko jak gęsie piórko
wskoczył między worki do srebrnych sań
ślady na śniegu pozostały za furtką
tam gdzie renifery czekały nań

przecieram oczy jeszcze nie wierzę
zaprzęg wesoło wśród gwiazd pomyka
w kuchni zostały puste talerze
po wigilijnych ciastkach z piernika

CZAS ROZSTANIA

bólu mój
smutku wszechobecny
kolczastymi łodygami rani bukiet róż

szeptem powtarzam słowa miłości
ciche zaklęcia kochanków
ukryte wśród upojnej woni

karmin ust z pąsem kwiatów się zlewa
w jedną gamę kolorów rozcieńczoną łzami
bez granic bez wstydu

wiatr szelestem liści
otula wygłusza
dyskretnie wtóruje porywom serca

mały wóz przybity do nieba
odjeżdża tuż za tym wielkim
złote nity dyszla wskazują polaris

niedziela, 28 listopada 2010

BEZKRESY



słońce gaśnie gdzieś za plecami
ciepłym promieniem
poklepuje po ramieniu

coś się kończy
coś zaczyna
zwykła rzecz

wskazówka cienia
wyznacza inny kurs
wydłuża się w stronę widnokręgu

przede mną pola lawendy
wezbrane wzburzoną falą fioletu
na wiotkich łodyżkach przypływy i odpływy

w niezdecydowaniu
musi być jakiś sens
stoję na brzegu

to nieprawda
że sztormowym wichrom bliżej
do love end owych pól

wtorek, 16 listopada 2010

DEPRESSO CAFE



sentymentalnie...

niedzisiejszo niepopularnie
na przekór trendom
inaczej tak pod wiatr
z uczuć potęgą

sentymentalnie...

tak staroświecko że nawet dziecko
powie ci
już nie liczą się łzy
śmieszne i tanie

serce jak kamień....

tylko to mówią usta
a wewnątrz pustka
idealnie tak realnie
aż po krzyk

sentymentalnie...

sobota, 6 listopada 2010

POŚPIESZNYM DO KRAKOWA


Spakowałam do torby koszulę i buty,
babciny kłębek wełny, metalowe druty.
Babcia dziergała na nich fantastyczne swetry,
rękawiczki na zimę i pasiaste getry.
Chodziłyśmy do szkoły z podniesioną głową,
otuloną w czapeczkę z pomponem, zimową.

Pamiętam rudą sąsiadkę z trzeciego piętra.
Wyglądała przez okno i paliła skręta
(papierosy były wtedy tylko na kartki),
we włosy wplatała takie śmieszne kokardki.

Pociąg do Krakowa odjechał punktualnie.
W przedziale parę osób, całkiem normalnie.
W narożniku chłopak przytulony do szyby,
podobny do Karola, który wpadł w pokrzywy.

Biedak bose miał stopy, więc go piekło srodze.
Krzyczał w niebogłosy, skakał na jednej nodze,
machał rękami tak, jakby osy odganiał.
Zlitowała się nad nim koleżanka Hania.
Z pokrzyw wyprowadziła, trzymając za szyję,
szeptała mu do ucha, że przecież przeżyje.
Z tego szeptania wyszła potem niezła draka:
okrzyknęli wszyscy, że Hania ma chłopaka.
Spisaliśmy ten fakt w obozowym dzienniku,
a Hania i Karol wzięli ślub w październiku.
Teraz do nich jadę pociągiem do Krakowa.
Z tyłu została jakaś stacja kolejowa.

Do przedziału wszedł starszy jegomość z walizką.
Z ręki wypadł kapelusz , więc schylił się nisko.
Kiedy pociąg przyspieszył, stracił równowagę,
próbował mimo wszystko zachować powagę.
Oparł się o kolana zupełnie przypadkiem
i to go uchroniło przed nagłym upadkiem.
Poczerwieniał na twarzy, przepraszał serdecznie,
usiadł obok i zamknął oczy ostatecznie,
żeby nie widzieć tego, co wokół się dzieje.
Kątem oka dostrzegłam, że chłopak się śmieje.
Panna z naprzeciwka również stroiła miny,
ruszając stopami, na których baleriny
wyjątkowego różu raziły odcieniem,
zwłaszcza z zielenią sukni kiepskim zestawieniem.

Przypomniało mi to nieco inne zdarzenie,
gdy w studenckich czasach każdy figiel był w cenie.
Na urodzinowym stole stał ogromny tort.
Przesłodka ohyda w kolorach wściekłych jak czort.
Na środku lukrowane usta i litery:
„życzę byś się nie starzał do jasnej cholery”.

Do przedziału wszedł konduktor, sprawdzał bilety.
Jakoś nie mogłam swojego znaleźć, niestety.
Zapłaciłam karę i już smętna, jak sowa,
po paru godzinach dotarłam do Krakowa

niedziela, 31 października 2010

UCIECZKA W SEN



posłuchaj zawodzenia wiatru wśród gałęzi
listopadową porą tam gdzie znicze płoną
szemranej deszczowymi łzami opowieści
pod granatowej nocy dyskretną zasłoną

odchodziła kiedy już nic nie pozostało
pod brzemieniem losu załamując ramiona
chociaż serce w piersi jeszcze kołatało
w głowie kiełkowała myśl okrutna szalona

jak liść jesienny co barwę traci powoli
najpierw żółcienie potem brązy preferując
aż po bezbarwność przezroczystej aureoli
nabrzmiałej żylastymi nerwami pod skórą

co jeszcze tętnią życiodajnymi sokami
chociaż coraz leniwiej i bardziej ospale
tak przytulona do mchu pomiędzy brzozami
umierała samotnie pod gęstej mgły szalem

dziś krótkie epitafium na nagrobnej płycie
osiem liter wyrytych w owalnym kamieniu
z trzech sióstr jako ostatnia zakończyła życie
ta co do końca niosła nadzieję w imieniu

wtorek, 26 października 2010

ZA KULISAMI DNIA

podzieliła włosy na trzy pasma
z subiektywnym przekonaniem
że po równo rozkłada atrybuty czasu

przeszłość teraźniejszość przyszłość
zaplatała starannie
dbając o szczegóły

najpierw z prawej na lewą

dziecięca beztroska
znajdowała wytchnienie w uśmiechniętym
spokojnym śnie

potem z lewej na prawą

w lustrze podkrążone oczy
przyglądają się zmęczonej twarzy
i nie poznają

z prawej na lewą

nie będzie obiadu
a pelargonie uschną w doniczkach
gdy zabraknie

młodość odeszła tak szybko
pierwszy pocałunek wciąż rozkwita w sercu
jeszcze tyle planów czy wystarczy dni

kolejny splot


parę włosów pozostało w garści
nie wiadomo z którego pasma
niepokoju nie uda się wymierzyć

wczoraj nie musiała udawać
dzisiaj zaplata drżącymi palcami
jutra nie będzie pamiętać

z lewej na prawą raz jeszcze

poprawiła przewiązała różową wstążeczką
wyprostowała się w pełnej gotowości
odcięła nożycami tuż przy skórze