niedziela, 22 stycznia 2012

DZIADEK

dziadek miał wielkie serce
takie czekoladowe
z piernika

rozpływało się
gorącym uśmiechem
na nasz widok

lgnęliśmy jak muchy

umorusani szybowaliśmy
w przestworzach
i cały świat był nasz

z ostatnim słowem
ciszą opadaliśmy
na trawę

pod gruszą
dość było miejsca
dla wszystkich

sobota, 21 stycznia 2012

BABCIA



pachniała zawsze tak samo
goździkami i cynamonem
ciasteczkami wyjętymi wprost z pieca

wbiegaliśmy trzaskając drzwiami
z błotem na butach
i pustką w żołądku

rozdawała po jednym
wygładzała rozczochrane głowy
o wykrochmalony fartuch

odchodziliśmy ugłaskani
z okruszkami serca
w dłoniach i w sobie

piątek, 6 stycznia 2012

OGNIWA ŁAŃCUCHA

niepotrzebni

wyczekują w kolejkach po chleb i do lekarza
mówią zwykle dużo i jakby nie na temat
albo godzinami milczą
wpatrując się uparcie w coś czego nie widać

zwariowane życie
kręci się gdzieś obok jak karuzela
która odśrodkową siłą pozbywa się
nadmiaru

podróżują autobusem lub tramwajem
nie płacąc za przejazd
obcasami wystukują sekundy
w spowolnionym tempie

bywają tacy nieporadni
zniecierpliwieniem maskują ułomności
każdego dnia zaciekle walczą o następny
z czasem który bruzdami piętnuje twarz

z czasem kiedy się zapomina
że życie nabiera prawdziwego sensu
dopiero wtedy gdy młodość
łączy się z doświadczeniem

tak jak przenikają się
kolejne ogniwa jednego łańcucha:
bez tego co było
nie byłoby tego co jest

niepotrzebni ?

środa, 28 grudnia 2011

ROZMYŚLANIA WIGILIJNE

a gdybyś tak Maleńki Jezu
urodził się właśnie teraz
czy byłoby dla Ciebie miejsce
nie w szopie nie w żłobie
nie w nędznej stajence

czy gwiazda betlejemska
świeciłaby tak jasno
że ponad krzykliwą reklamą
widziałoby ją miasto

czy wiecznie spóźnieni ludzie
skłoniliby na chwilę głowy
zostawiając giełdowe kursy
wyprzedaże sensacje
świat komputerowy

i czy mędrcy w garniturach
królowie bez korony
z darami by ruszyli
w nieznane im strony

a gdybyś tak Maleńki Jezu
urodził się właśnie teraz
jak by to dzisiaj było
zastanawiam się nieraz

środa, 21 grudnia 2011

BEZ ANTRAKTU


szepty i podszepty
w głowie chaos
podobno to on był na początku

zanim odpadły skrzydła

teatralny rekwizyt minionej epoki
powędrował do torby na laptop
życie pełne jest nonsensów

anielskie podskoki do gwiazd
to tylko jasełka
dla garstki niewybrednych
których być może nikt nigdy nie kochał

po schodach w dół
wybiegam przez rozsuwane drzwi
z wnętrza na zewnątrz

potykam się na krawężniku
jeszcze jeden niezgrabny skłon
na granicy niedoskonałości

nie jestem aniołem
aureola potoczyła się po chodniku
zapomniałam odpiąć

poniedziałek, 21 listopada 2011

MIKSER



szklany klosz
kruchą warstwą oddziela
ja – tutaj od ja – tam

wzrokiem przenikam przezroczystość
myśli biegną bez granic
rozproszenie zwrot kondensacja

ile jesieni zostało poza mną
ile srogich zim upojnych wiosen
ile burzliwych lat

wykreślam sobą linię życia
stąd można postawić następny krok
w każdą stronę

dotykam szkła
zostają ślady linii papilarnych
podobno niepowtarzalne

wyjątkowe

wtorek, 1 listopada 2011

JESIENNE IMPRESJE



jesiennie deszczowo
kolczaste łupiny na chodniku
i nawet dzikie gęsi
kluczami znaczą niebo
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

kropla za kroplą
struga za strugą
w kałuży coraz więcej łzawych kręgów
wirują liście wkoło
porywem wiatru gnane
opustoszały parki i ogrody

jesiennie deszczowo
kołnierze wysoko postawione
nad głową bure chmury
brzuchami chronią niebo
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

kropla za kroplą
struga za strugą
pod parasolem coraz więcej wspomnień
w wazonach chryzantemy
złocą się niby słońca
w lampkach dogasa nikły płomień świecy

a ponad wszystkim niebo
nieczułe na westchnienia
które zamknęło drzwi
te do błękitu drzwi

jesienne impresje
deszczowe układanki
jesienne impresje
deszczowe malowanki...

czwartek, 25 sierpnia 2011

PÓKI NIE ZATRZASNĄ SIĘ DRZWI


zawtóruję ptasim trelom przed świtem
zanim ugodzony refleksem światła
granat nocy zblednie

rozkołyszę się z wiatrem wśród pszenicznych łanów
dłonie do modlitwy złożę
w podziękowaniu za chleb

odszukam zagubioną muszlę
oczyszczę z piasku do ucha przyłożę
z szumem morskich fal odpłynę poza horyzont

zachód słońca w źrenicach zgłębię
purpurą i złotem szaty przyozdobię
odwrócę się na moment przez chwilę jeszcze będę

póki nie zatrzasną się drzwi...

czwartek, 14 lipca 2011

MANSARDA



parę metrów kwadratowych
i skośny dach z oknem
w którym niebo zmienia oblicze
z niebieskiej beztroski
na bury gniew
rozogniony gromem błyskawic

łzawa bezsilność
sączy się przez nieszczelne
niedomknięte
ze szczególnym naciskiem na nie
kiedy negacja przybiera formę buntu

buntownikiem można zostać
w najbardziej nieoczekiwanej chwili
nie robiąc absolutnie nic
ponad to co konieczne

wtorek, 14 czerwca 2011

CUDA - WIANKI, CZYLI REJS ŁÓDKĄ ZE STERNIKIEM




siedzieliśmy wkoło żeliwnego kociołka
ogień rozgrzewał nie tylko ręce
wnętrze powoli wypełniało się treścią

a jednak wciąż byliśmy głodni
słów i siebie nawzajem

zwłaszcza tu
tak daleko od wczoraj
i tego co zostało za plecami

falowało zboże
żeglowaliśmy coraz śmielej
w podkrakowską noc

palcami dotykając strun
splatając cumy z wersów

przyjedźcie nad Biebrzę
zaproponowałaś

po raz kolejny odkryliśmy
że są chwile
dla których kilometry nie mają znaczenia


Siedliska, 10-12.06.2011