niedziela, 12 maja 2013
DYWAN KWIATOWY
pod stopami wonna miękkość
niezliczonej ilości tulipanów
rozrzuconych według
ściśle określonych wzorów
barwy kielichów kontrastują ze sobą
harmonijnie współgrają tworząc całość
dominuje żółty słoneczny
nawet w pochmurny dzień
nie potrzeba królewskich ogrodów
ani holenderskiego święta
wystarczy skrawek ziemi
w samym sercu rodzinnego miasta
by skomponować preludium
do wiosennego zachwytu
piątek, 3 maja 2013
NIEDORASTANIE
z czasem nie dorasta się
do kwiecistych walizek na kółkach
wypchanych marzeniami o podróży w nieznane
z biletem tylko w jedną stronę
albo nadgryzioną czekoladą w kieszeni
i wewnętrznym przekonaniem
że jakoś to będzie
z czasem nie dorasta się
do wiadomości pośpiesznie wystukiwanych
na miniaturowych klawiaturkach
emotikonów między skrótami
braku możliwości przewiązania
aksamitną wstążeczką
odłożenia do szuflady na później
z czasem nie dorasta
się
do widoku z jedenastego piętra
bardziej przestrzennego zwłaszcza nocą
kiedy bezsenność wlewa się do wnętrza
tętniącym szumem miejskich arterii
a migotanie tabloidalnych reklam
zniewala oczy
z czasem nie dorasta się
do jutra
wtorek, 30 kwietnia 2013
TAM
tam na Słowackiego między Gdańską a filharmonią
została część mnie
nie przeprowadzona na nowe osiedle
schody pachnące wilgotnym lastriko
zebrane po dziesięć
półpiętro drugie piętro dwa pokoje
jeden na wschód drugi na zachód
podwórko murem graniczyło z klasztorem
wieczorne dzwonki wzywały na modlitwę
graliśmy w dwa ognie
piłka nie przestrzegała granic
wołaliśmy wracała celnym łukiem
potem znów szybowała ponad
ostrzem noża odcinaliśmy ziemię
kawałek po kawałku
wyznaczaliśmy własne terytoria
celując z palca z łokcia z kolana
przegrywał ten co stracił wszystko
wyścig pokoju z trasą wyznaczoną kredą
pstrykaliśmy kapslami od butelek po piwie
mieliśmy ich pełne kieszenie
drogocennych skarbów na zapas
z drugiej strony dźwięki fortepianu
wokalne próby bardziej lub mniej udane
perkusja skrzypce wszystko na raz
trzeba było zamknąć okno
aby usłyszeć sens
na Słowackiego kasztany dorastały wraz z nami
do matur do studiów do jesieni
wyłuskiwaliśmy brązowe perły
z nieprzyjaźnie kolczastych łupin
chowaliśmy na szczęście
dzisiaj schorowane
z rdzawymi plamami na liściach
szumią jakby ciszej ponad siwą głową
klepsydra nieustannie przesypuje piach
chociaż wciąż młodnieje serce
gdy powracam tam
wtorek, 2 kwietnia 2013
W BOSKIEJ KAWIARENCE
A może teraz odpoczywasz
w boskiej kawiarence,
w wygodnym fotelu
przy białym stoliku.
Może właśnie spożywasz
niebiańskie kremówki,
pijesz kawę
nieziemsko pyszną.
A góralska aniołów kapela
przygrywa na smykach
i rajskich dzwonkach.
I wyglądasz przez okno,
i nam błogosławisz.
Jak wtedy,
jak dziś,
już zawsze.
piątek, 29 marca 2013
MISTERIUM
za
ciebie
za
mnie
rozwieszam
wyprane myśli
bez
uczuć
bezbarwnie
sękate
drewno
znieczula
chropowatością
i
wciąż nie wiem
gdzie
zgubiła się tęcza
z
kolorami od fioletu po żółcień
szarym
zmierzchem
rozwieszam
wyprane myśli
drzazgom
na postrzępienie
za
mnie
za
ciebie
na
krzyżu
niedziela, 10 marca 2013
ZA STODOŁĄ
strach na wróble
dwa kije głowa w kuble
przekrzywione ramiona
z kieszeni tylko słoma
na cztery świata strony
wokoło kraczą wrony
strach na wróble
tańczy walca za dwa ruble
w poszarpanej koszuli
wiatr do piersi przytulił
rękawami zamaszyście
wgarnął za pazuchę liście
strach na wróble
pytania stawia trudne
o dym z komina
który dom przypomina
i ciepłą skórkę chleba
czego przecież nie trzeba
strachowi na wróble
poniedziałek, 4 marca 2013
BEND
kiedy palcami trącasz struny
lekko i jakby od niechcenia
w wieczoru słońca krwawej łunie
w milknącej ciszy nieistnienia
przy wtórze wiatru co wśród liści
szeptem powtarza muzy dźwięki
jak mantrę wierząc że się ziści
sen o miłości bez udręki
w ślepych zaułkach obłąkane
myśli wędrują po manowcach
i oczy jakby bardziej szklane
kryją się w czarnych rzęs pokrowcach
garścią srebrników zniszczę piekło
ogień ugaszę ust westchnieniem
kiedy dotykasz strun tak lekko
ledwie widocznym palców drżeniem
środa, 27 lutego 2013
PROSTO Z MOSTU
uśpione spichrze trzy
i trzy gracje w smutnych pozach
wciąż nie wiedzą co gotować
do łuczniczki biegnie młodzian
strzałę niesie skąpo odzian
na ramieniu ma sandały
aby w wodzie nie zostały
balansując tak na linie
cicho wzdycha ku dziewczynie
która tego nieświadoma
znów napina łuk w ramionach
strzałą mierzy hen daleko
aż do spichrzy co nad rzeką
wśród gwiazd blasku tuż przy rynku
zażywają odpoczynku
za strzałami chłopak żwawo
biega w lewo albo w prawo
a przez rzekę przejść nie może
bo wciąż strzela dziewczę hoże
miłość wszak to platoniczna
przy teatrze jest łuczniczka
adorator wciąż nad wodą
oddzieleni długą drogą
wtorek, 5 lutego 2013
POGUBIENIA
szukam siebie we mgle
z dala od miejskiego zgiełku
milknącego w ślepych zaułkach
brukowanych przedwojenną kostką
tu światło latarni
sączy się leniwie
w ciemność
odgłos kroków odbija się echem wystrzału
od ścian kamienic
wiekami wpatrzonych oknem w okno
próbuję scalić rozproszenia
w wyraźniejsze kontury
schematy pasujące do świadomości
bez zaprzeczeń i paranormalnych złudzeń
w nieostrościach
zacierają się granice
sensu
piątek, 25 stycznia 2013
NIECH SIĘ STANIE
uwierz we mnie
uwierz we mnie tak bardzo
jak nie wierzę w siebie
czterolistną koniczyną
piątym płatkiem bzu
weź za rękę
przez tęczowy most prowadź
tam gdzie nie umierają sny
piątek, 4 stycznia 2013
ZA DALEKO
jak nieroztropne panny
wiele setek lat temu
podobnie jak im wtedy
tak i mi dzisiaj
zabrakło
wiary w jutro
nadziei na lepsze
miłości do samej siebie
parę chwil do końca roku
odmierzam
wahadłem kroków
w przód
w tył
zatrzymanie
wskazówki biegną dalej
beze mnie
nie za sprawą petard i
iskier
tylko tego co wewnątrz
niedziela, 21 października 2012
ODOSOBNIENIE
buduję mur
wysoki
mur z cegieł
bez okien i drzwi
nawet jeśli zapukasz
nie usłyszę
jeśli zawołasz
nie odpowiem
wystarczy mi
skrawek nieba
bez ciebie
dziś
wysoki
mur z cegieł
bez okien i drzwi
nawet jeśli zapukasz
nie usłyszę
jeśli zawołasz
nie odpowiem
wystarczy mi
skrawek nieba
bez ciebie
dziś
NIEPRZEWIDYWALNE
niebo
we wszystkich odcieniach szarości
fastrygowane pośpiesznie nicią błyskawic
łapy chmur
wyciągają się chciwie ku ziemi
aby jak najwięcej wyrwać
zagarnąć dla siebie
jakby nie dość przestrzeni
było wyżej
wicher siecze deszczem
na wprost na skos na oślep
ulica spływa strugą
łomot łoskot bębnienie
błysk za błyskiem
piorun na oślep
gałąź stuletniego dębu
obumiera z trzaskiem
przekraczam granice niepokoju
oto jestem
wypatruję
znaków końca
poniedziałek, 3 września 2012
REAKTYWACJA
jest taki tor między Kłodzkiem i Wałbrzychem
nie do Wiednia nie do Berlina
choć pewnie tam miał kiedyś prowadzić
trasą wśród bajecznie kolorowych liści
wśród falujących jak morze
rudziejących traw
łoskot kół
wagon
przy oknie ja
krótki sygnał zamykanych drzwi
przyspieszenie
rozwijam skrzydła
z wiaduktu jakoś bliżej do błękitu niż do czerni
zaglądam kominom w rozdziawione gardła
wystające ze spadzistych dachów
na ulicach ludzie
tacy miniaturowi
statycznie zadzierają głowy
w znieruchomieniu
kiedy tak dalej dalej i dalej
dalej jest góra płaska i wielka
jak gigantyczny stół olbrzyma
z obrusem świerków narzuconym niedbale
wyobraźnią odnajduję szczeliny
przeciskam się przez niedostępne
tyle legend zaklętych w kamieniach
gdzieś poza mną
nagle ciemność
nie zamykam oczu
w brzuchu skały bardziej refleksyjnie
ile uderzeń kilofa potrzeba
by wykuć
ile sekund spędzonych w wagonie
by przebyć
z drugiej strony tunelu zobaczyć
zachwycić się na nowo
sobota, 30 czerwca 2012
TRYPTYK: MODERATO
kiedy przyjdą...
niespokojne myśli
na ścianie wyolbrzymienia
splecione w zaciekłej walce
jaką cenę ma śmierć jaką życie
powraca mozaika cieni
z głębin pamięci
jeszcze brzmi w uszach
chrzęst żołnierskich butów
na żwirowej ścieżce
jak dobrze
że jesteś obok
że to nie dziś spróbują
podpalić...
najlepiej jedną zapałką
niewiele ognia trzeba dla chrustu
wiatr rozdmucha z gałązki na gałąź
przy ognisku jaśniej i cieplej
wyciągnięte z żaru kartofle
parzą usta tak samo jak wtedy
suchy trzask syk iskier popioły
krwawe łuny nad dachami
jęzorami zlizują łzy z nieba
zaciskam pięści przysięgam
z pożogi i zgliszczy odbudować
cegła po cegle
twój dom...
nic tak nie rozbudza myśli
jak zapach świeżego chleba
ziarno mąka praca ludzkich rąk
na tej ojczystej ziemi
żądnej krwi i poświęcenia
tak trudnej do kochania
w ogrodzie stara jabłoń
z przestrzelonym na wylot konarem
huśtawka podwieszona na łańcuchach
wczoraj i dziś splecione w jedno teraz
w glinianym wazonie róże
biało - czerwone
· w wierszu wykorzystano fragmenty wiersza Władysława Broniewskiego „Bagnet na broń”
piątek, 18 maja 2012
RETUSZ
w
photoshopie można pozbyć się zmarszczek
delikatnie
uśmiechniętych wokół oczu
i
tych głębszych na czole
rumianą
twarz w alabastrową przemienić
oczom
dodać blasku
a ustom karminu
najważniejsze
są symetrie
regularne
kontury
tu
więcej a tam mniej
metamorfoza
każda
poczwarka zmienia się w motyla
ulotność
chwili bliższej ideału
zdjęcie
i lustro
dwie
twarze
która
z nich bardziej moja?
sobota, 10 marca 2012
NA BARYKADACH

stajemy naprzeciw siebie
uzbrojeni w słowa
które ranią
gdyby mogły zabijać
z pewnością byłoby łatwiej
odwrócić się plecami
odejść
zamilknąć
na zawsze
środa, 7 marca 2012
OBOK SIEBIE

różnimy się prawie wszystkim
kolorem oczu włosów skóry
inne mamy korzenie i korony drzew
odmienną też kulturę
nawet bogów mamy innych
albo nie mamy ich wcale
przesuwamy paciorki różańca
lub wielobarwne koraliki
nanizane na nitkę
szeptem powtarzamy słowa
w niezrozumiałym wzajemnie języku
i tylko ziemia ta sama
na której ślad stóp
przeminie
niedziela, 29 stycznia 2012
SCENARIUSZ

zawsze pozostanie nam peron czwarty
z drewnianą ławką
wciśniętą między latarnię i dworcowy zegar
wskazówki dokładnie odmierzają chwile
stąd roztacza się rozległy widok na rozjazdy
panoramę torowisk z kępami traw gdzieś pomiędzy
podobno jesień sprzyja pożegnaniom
zwłaszcza tu na stacji
tak odległej od Casablanki
inny czas
inne miejsce
gęstnieje mgła nad kawą z termosu
nie jesteśmy jak Rick i Ilsa
nie musimy grać do końca
swoich ról
niedziela, 22 stycznia 2012
DZIADEK
dziadek miał wielkie sercetakie czekoladowe
z piernika
rozpływało się
gorącym uśmiechem
na nasz widok
lgnęliśmy jak muchy
umorusani szybowaliśmy
w przestworzach
i cały świat był nasz
z ostatnim słowem
ciszą opadaliśmy
na trawę
pod gruszą
dość było miejsca
dla wszystkich
sobota, 21 stycznia 2012
BABCIA

pachniała zawsze tak samo
goździkami i cynamonem
ciasteczkami wyjętymi wprost z pieca
wbiegaliśmy trzaskając drzwiami
z błotem na butach
i pustką w żołądku
rozdawała po jednym
wygładzała rozczochrane głowy
o wykrochmalony fartuch
odchodziliśmy ugłaskani
z okruszkami serca
w dłoniach i w sobie
piątek, 6 stycznia 2012
OGNIWA ŁAŃCUCHA
niepotrzebniwyczekują w kolejkach po chleb i do lekarza
mówią zwykle dużo i jakby nie na temat
albo godzinami milczą
wpatrując się uparcie w coś czego nie widać
zwariowane życie
kręci się gdzieś obok jak karuzela
która odśrodkową siłą pozbywa się
nadmiaru
podróżują autobusem lub tramwajem
nie płacąc za przejazd
obcasami wystukują sekundy
w spowolnionym tempie
bywają tacy nieporadni
zniecierpliwieniem maskują ułomności
każdego dnia zaciekle walczą o następny
z czasem który bruzdami piętnuje twarz
z czasem kiedy się zapomina
że życie nabiera prawdziwego sensu
dopiero wtedy gdy młodość
łączy się z doświadczeniem
tak jak przenikają się
kolejne ogniwa jednego łańcucha:
bez tego co było
nie byłoby tego co jest
niepotrzebni ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















