niedziela, 24 lutego 2019
CHWILA W CZASIE
zdjęcie z internetu
tego roku wiosna przyszła wcześniej
zakwitła zawilcami na twoje urodziny
nie chciałeś poczekać
wolałeś odejść
wraz z cichnącym śpiewem kolęd
kiedy sosnowy las skrzył się śnieżną bielą
tabliczka z krzyża mamy jak nieśmiertelnik
zsunęła się w ślad za tobą
może to przypadek a może tak miało być
zegarek chodził dalej trybiki przesuwały
wskazówki w jedynie słusznym kierunku
sekundnikiem spieszyły do pełnej minuty
to nie czas się zatrzymał to ty
wysiadłeś na przystanku końca trasy
albo na początku nowej
tego roku wiosna przyszła wcześniej
zakwitła zawilcami na twoje urodziny
nie chciałeś poczekać
wolałeś odejść
wraz z cichnącym śpiewem kolęd
kiedy sosnowy las skrzył się śnieżną bielą
tabliczka z krzyża mamy jak nieśmiertelnik
zsunęła się w ślad za tobą
może to przypadek a może tak miało być
zegarek chodził dalej trybiki przesuwały
wskazówki w jedynie słusznym kierunku
sekundnikiem spieszyły do pełnej minuty
to nie czas się zatrzymał to ty
wysiadłeś na przystanku końca trasy
albo na początku nowej
niedziela, 17 lutego 2019
PUNKT WIDOKOWY II
zdjęcie z internetu
wycięli drzewa morwy sprzed domu
skrzydlaci przyjaciele już nie przylecą
nie będą kłócić się o dojrzałość owoców
przepychać się trzepotać skrzydłami
przeskakiwać z furkotem z gałęzi na gałąź
nie będą więcej siadać na parapecie
po drugiej stronie okna puste krzesło
wsparte szczebelkowym oparciem o stół
nogami kurczowo trzyma się podłogi
jakby chciało ocalić swój drewniany byt
niedoskonały przecież wytarty i rozchwiany
przed ostatecznym sądem
cisza w kącie przyklękła żałobnie
dławi w gardle wyciska łzy z oczu
na paciorkach różańca modli się o wieczność
wycięli drzewa morwy sprzed domu
skrzydlaci przyjaciele już nie przylecą
nie będą kłócić się o dojrzałość owoców
przepychać się trzepotać skrzydłami
przeskakiwać z furkotem z gałęzi na gałąź
nie będą więcej siadać na parapecie
po drugiej stronie okna puste krzesło
wsparte szczebelkowym oparciem o stół
nogami kurczowo trzyma się podłogi
jakby chciało ocalić swój drewniany byt
niedoskonały przecież wytarty i rozchwiany
przed ostatecznym sądem
cisza w kącie przyklękła żałobnie
dławi w gardle wyciska łzy z oczu
na paciorkach różańca modli się o wieczność
sobota, 2 lutego 2019
PIĘĆ MINUT
zdjęcie z internetu
pięć minut
skulenia się w sobie
przybierania
pozycji embrionalnej
ze
skrzyżowanymi ramionami na piersiach
chwila
równoległa wyrwana z czasu
gdzieś
pomiędzy snem a rzeczywistością
pomiędzy
niebytem a konkretem
kiedy
świadomość wsącza się w mózg
dozowana jak
kroplówka z pierwiastkami
kropla po
kropli wczoraj w dzisiaj
po
pulsowanie skroni i wyciągnięcie ręki
w stronę
budzika aby nie drażnił ciszy
by nie
obudził tego czego nie można obudzić
pięć minut
scalania rozsypanych kawałków
w mizerną całość gotową podjąć wyzwanie
musisz wstać
musisz iść musiszniedziela, 20 stycznia 2019
ODWIEDZINY
zdjęcie z internetu
na szpitalnym korytarzu zatrzymałaś się
przed oszklonymi drzwiami z napisem neurologia
mózg krztusił się w oparach myśli
nerwy napięte jak struny skrzypiec
gotowe były jękiem wedrzeć się w ciszę
wewnątrz serce biło tak niespokojnie
jak serce zająca dygoczącego pod miedzą
gdyby nie skóra rozpadłabyś się na kawałki
przezroczystość pozwalała na obserwację
bliżej nieokreślonego „niepoddawajsię”
krążyło między kroplówką maską z tlenem
pampersami i inwalidzkim wózkiem
nie poddawaj się - słowa utworzyły logiczny ciąg
usta wykrzywiły się w uśmiechu
ręka otworzyła drzwi
na szpitalnym korytarzu zatrzymałaś się
przed oszklonymi drzwiami z napisem neurologia
mózg krztusił się w oparach myśli
nerwy napięte jak struny skrzypiec
gotowe były jękiem wedrzeć się w ciszę
wewnątrz serce biło tak niespokojnie
jak serce zająca dygoczącego pod miedzą
gdyby nie skóra rozpadłabyś się na kawałki
przezroczystość pozwalała na obserwację
bliżej nieokreślonego „niepoddawajsię”
krążyło między kroplówką maską z tlenem
pampersami i inwalidzkim wózkiem
nie poddawaj się - słowa utworzyły logiczny ciąg
usta wykrzywiły się w uśmiechu
ręka otworzyła drzwi
piątek, 11 stycznia 2019
WEJŚCIE
zdjęcie z internetu
drzwi były
już naprawdę stare
wsparte na
przerdzewiałych zawiasach
jak na
inwalidzkich kulach
z wysiłkiem
szorowały kamienną posadzkę
niechętnie
zapraszając gości do wnętrza
ceglanej
piwnicy wymalowanej na popiel
z jękiem
otrzepywały wystające drzazgi
i farbę zapewne
pamiętającą lata rozkwitu
kamienicy z
początku ubiegłego stulecia
mosiężna
gałka dawno straciła połysk
rozchwiana z
poluzowaną podkładką
jak rozjuszony
pies kąsała ufne palce
nie nabyłaś
umiejętności przenikania
krok w przód
krok w tył chwila wahania
maszkarony
chichocząc założyły się o wiersz
czwartek, 22 listopada 2018
PUNKT WIDOKOWY
zdjęcie z internetu
czasami widok z okna obejmuje cały świat
piasek Sahary zgłębiony kolorem tynku
na ścianie sąsiedniej wiekowej kamienicy
z lufcikami szeroko otwartymi do muzyki
do sal koncertowych z genialną akustyką
i kryształowymi żyrandolami w foyer
po niebie bezkresnym i błękitnym jak ocean
przepływają obłoki żaglowcom podobne
krzewy morwy sięgają wyżej drugiego piętra
zieloność zmienia się w złoto później w nagość
gołębie z jasnymi obwódkami na szyi trzepoczą
skrzydłami wśród gałęzi czasem przysiadają
na parapecie zaglądają do wnętrza pokoju
w którym siedzisz przy stole wsparty o laskę
i przez otwarte okno patrzysz na świat
niedziela, 4 listopada 2018
MIĘDZY PERUKOWCEM A WRZOSAMI
w arboretum pojawiłaś się nie wiadomo skąd
z pół sprawnym aparatem fotograficznym
szłaś lipową aleją mocno utykając na lewą nogę
nie miałaś sukni suto drapowanej na biodrach
ani długich włosów misternie upiętych w kok
nie byłaś białą damą nie byłaś też jesienią
choć pożółkłe liście ozdabiały welurowy szal
zmienną mozaiką broszek haftów i koronek
a babie lato uczepiło się roztańczonych frędzli
burgundowe hortensje tak je nazwałaś
nabierały głębokiej barwy grzanego wina
z imbirem goździkami i cynamonem
sobota, 29 września 2018
W PAŁACU STARYM
słucham jak grasz na fortepianie Krall and Seidler
tym wyjątkowym dziewiętnastowiecznym
należącym niegdyś do Zygmunta Noskowskiego
drewniane młoteczki ciepło otulone filcem
uderzają w struny rozciągnięte na metalowej ramie
w ostromeckim parku jesień sięga koron drzew
tuż obok wiekowe fortepiany rezydują w kuluarach
rozstrojone roztrzęsione i przygłuche już nieco
wspominają z nostalgią czasy własnej świetności
podziwiam twoje dłonie - dłonie pianisty
zadbane delikatne o smukłych palcach
biegających zadziwiająco lekko po klawiaturze
by po chwili z całej siły uderzyć
kilka klawiszy na raz w głośnym akordzie
czy ty to słyszysz czy słyszysz to Fryderyku
kieruję myśli do kamiennego popiersia
i pałacowego kota który zwykle ignoruje ludzi
ale czasem przychodzi posłuchać muzyki
niedziela, 2 września 2018
STUDIUM CHWILI
zdjęcie z internetu
- dla Małgorzaty Lebdy
wiersz zamiast fotografii
noc wcale nie była taka ciemna
do granatu skłaniała się bardziej niż do czerni
wędrujące cienie przystanęły w świetle latarni
przytuliłaś się do słonecznika
z rozmiłowaniem i zjawiskowym zachwytem
przymknęłaś oczy nikły uśmiech rozjaśnił twarz
może w myślach pobiegłaś łąkami na przełaj
w stronę rodzinnego domu na podkarpackiej wsi
gdzie zza płotu witały cię kwiaty żółte piegowate
sterczące na wyniosłych łodygach
i brzęczenie miododajnych pszczół
wyobraźnia podpowiadała studium chwili
a może chwila sama w sobie stanowiła punctum poezji
uchwycona na fotografii która nie powstała
chociaż powinna być
- dla Małgorzaty Lebdy
wiersz zamiast fotografii
noc wcale nie była taka ciemna
do granatu skłaniała się bardziej niż do czerni
wędrujące cienie przystanęły w świetle latarni
przytuliłaś się do słonecznika
z rozmiłowaniem i zjawiskowym zachwytem
przymknęłaś oczy nikły uśmiech rozjaśnił twarz
może w myślach pobiegłaś łąkami na przełaj
w stronę rodzinnego domu na podkarpackiej wsi
gdzie zza płotu witały cię kwiaty żółte piegowate
sterczące na wyniosłych łodygach
i brzęczenie miododajnych pszczół
wyobraźnia podpowiadała studium chwili
a może chwila sama w sobie stanowiła punctum poezji
uchwycona na fotografii która nie powstała
chociaż powinna być
środa, 15 sierpnia 2018
PAMIĘTAJ
zdjęcie z internetu
żebyś się za
mnie modliła
powiedział
cicho i tak samo cicho wyszedł
zostawiając
za sobą drzwi otwarte na oścież
i ją
nagle
posmutniałą
na progu
nie
rozumiała
dlaczego
wybrał w lesie tamto drzewo
i dlaczego
nie wystruga dla niej pajacyka
wtorek, 15 maja 2018
WIOSENNA PRZEBUDZENIE
zdjęcie z internetu
wyłoniłaś się z mgły
w zwiewnej kwiecistej sukience
wzrokiem przenikałem przezroczystość
błądziłem po krągłościach i wgłębieniach
odnajdując idealną harmonię kształtów
bosymi stopami ledwie trącałaś stokrotki
tak słodko szeptałaś moje imię
ustami w kolorze dojrzałych malin
o których można jedynie pomarzyć wiosną
gotów byłem rozsmakować się w tobie
zatracić się bez pamięci zatopić do dna
ognie piekielne na anielskie skrzydła zamienić
spłoszona dzwonkiem budzika uciekłaś w mgłę
i wciąż nie wiem czy byłaś naprawdę
czy tylko sennym majakiem zwiodłaś mnie o poranku
wyłoniłaś się z mgły
w zwiewnej kwiecistej sukience
wzrokiem przenikałem przezroczystość
błądziłem po krągłościach i wgłębieniach
odnajdując idealną harmonię kształtów
bosymi stopami ledwie trącałaś stokrotki
tak słodko szeptałaś moje imię
ustami w kolorze dojrzałych malin
o których można jedynie pomarzyć wiosną
gotów byłem rozsmakować się w tobie
zatracić się bez pamięci zatopić do dna
ognie piekielne na anielskie skrzydła zamienić
spłoszona dzwonkiem budzika uciekłaś w mgłę
i wciąż nie wiem czy byłaś naprawdę
czy tylko sennym majakiem zwiodłaś mnie o poranku
sobota, 7 kwietnia 2018
IMPLIKACJA
zdjęcie z internetu
spotykamy
się
przypadkiem
mimochodem
na chwilę
lub na dłużej
może na
życie całe
potykamy się
o poglądy zasady
dążenia
zbyt wysokie
krawężniki
własne nogi i wyboje
tykamy
rytmem serca
bardziej lub
mniej miarowym
jak zegary
te z wahadłem i te bez
my
niezależni hardzi
podzieleni
chociaż może
przez to właśnie
bliscy tak
wtorek, 3 kwietnia 2018
NAGLE
zdjęcie z internetu
rozsmakowaliśmy
się w sobie
gwałtownie coraz
bardziej łakomie
niecierpliwie
błądząc po atłasie skóry
zachłannie zagarniając
się
w uścisku
tak mocnym
jakby świat
miał przestać istnieć
jutro przeczytamy
w gazetach
o spektakularnym
wybuchu supernowej
i o tym że
kogoś zabrakło
sobota, 3 lutego 2018
SKAZA
zdjęcie z internetu: rzeźba Camille Claudel "Walc".
o nieszczęsna Camille Claudel
naprawdę uwierzyłaś że pozwolą ci rozwinąć skrzydła
że nie przytną nie wyrwą nie skrępują
palcami gładziłaś linię pośladków rzeźbę piersi
namiętnych kochanków ranionych strzałą kupidyna
będą sobie wierni na wieki w bryle marmuru lub brązu
droga geniuszu nad przepaścią szaleństwa prowadzi
wystarczy jeden nierozważny krok by runąć w dół
wraz z echem zatrzaskiwanych drzwi tego świata
zniszczyć usunąć wszystko potem już tylko koty
jęczeć będą o porankach bez radości przebudzenia
one nie snują intryg nie kradną nie zdradzają
przez dno butelki zwielokrotnienie jaźni
samotność w łachmanach wydaje się mniej bolesna
gdy po eksplozji furii zastyga skulona w kącie pokoju
okno nie jest bramą do wolności ani do piątego wymiaru
w korytarzach chichot odbija się od ścian Camille
Camille Claudel może gdybyś nie była kobietą…
o nieszczęsna Camille Claudel
naprawdę uwierzyłaś że pozwolą ci rozwinąć skrzydła
że nie przytną nie wyrwą nie skrępują
palcami gładziłaś linię pośladków rzeźbę piersi
namiętnych kochanków ranionych strzałą kupidyna
będą sobie wierni na wieki w bryle marmuru lub brązu
droga geniuszu nad przepaścią szaleństwa prowadzi
wystarczy jeden nierozważny krok by runąć w dół
wraz z echem zatrzaskiwanych drzwi tego świata
zniszczyć usunąć wszystko potem już tylko koty
jęczeć będą o porankach bez radości przebudzenia
one nie snują intryg nie kradną nie zdradzają
przez dno butelki zwielokrotnienie jaźni
samotność w łachmanach wydaje się mniej bolesna
gdy po eksplozji furii zastyga skulona w kącie pokoju
okno nie jest bramą do wolności ani do piątego wymiaru
w korytarzach chichot odbija się od ścian Camille
Camille Claudel może gdybyś nie była kobietą…
piątek, 24 listopada 2017
BEZ ZACHWYTU
zdjęcie z internetu
oswajam mglistość poranków
spóźnionych zaspanych
leniwie wyłaniających się z mroku
w deszczu wirujących liści
gubię kroki potykam się o przeszkody
bardziej lub mniej realne
powietrze pełne wilgoci i zgnilizny
taki zapach ma matka ziemia
otulona listopadową melancholią
dłonią ocieram lepkość z czoła
głowę kryję pod kapturem
posiwiałych pajęczyn
myśli nie układają się w słowa
przecież świat i tak będzie istniał
beze mnie
oswajam mglistość poranków
spóźnionych zaspanych
leniwie wyłaniających się z mroku
w deszczu wirujących liści
gubię kroki potykam się o przeszkody
bardziej lub mniej realne
powietrze pełne wilgoci i zgnilizny
taki zapach ma matka ziemia
otulona listopadową melancholią
dłonią ocieram lepkość z czoła
głowę kryję pod kapturem
posiwiałych pajęczyn
myśli nie układają się w słowa
przecież świat i tak będzie istniał
beze mnie
piątek, 17 listopada 2017
SYNDROM ZNIEWOLENIA
samolot z
Leeds ten o 17.25
przyleciał po
raz kolejny bez ciebie
z jedynym
wolnym miejscem przy oknie
koło lewego
skrzydła
między
niebem a ziemią
bilet
rozpłynął się w chmurach
podobnie jak
nadzieja na szczęśliwe zakończenie
wyżebrana za
garść miedziaków
na huśtawce
raz w górę raz w dół i obrót
najważniejsze
żeby nie wypaść z orbity
nie wybuchnąć
jak supernowa
a potem nie
przemienić się w wiecznego karła
twoje odloty
mają inny wymiar
zaznaczony białą
kreską
stąd dotądniedziela, 9 lipca 2017
KROK ZA KROKIEM WCIĄŻ DALEJ
zdjęcie z internetu
powłóczmy się po ulicach miasta
bez pośpiechu bez celu bez sensu może
pozaglądajmy do kawiarnianych wnętrz
znowu jedzą mówiłaś mijając Magnolię
dzisiaj nie ma już Magnolii inni ludzie
w innym miejscu siedzą przy innych stolikach
pozachwycajmy się słonecznym blaskiem
skrzącym się jak diament na lustrzanej wodzie
albo kroplami dżdżu w deszczowy dzień
przystańmy na chwilę pośrodku mostu
tego który łączy i zbliża przeciwległe brzegi
stamtąd widać trochę więcej trochę dalej
powłóczmy się po zaułkach i bulwarach
razem z wiatrem chociaż raz nie pod wiatr
po ulicach miasta – miasta w którym ty i ja
powłóczmy się po ulicach miasta
bez pośpiechu bez celu bez sensu może
pozaglądajmy do kawiarnianych wnętrz
znowu jedzą mówiłaś mijając Magnolię
dzisiaj nie ma już Magnolii inni ludzie
w innym miejscu siedzą przy innych stolikach
pozachwycajmy się słonecznym blaskiem
skrzącym się jak diament na lustrzanej wodzie
albo kroplami dżdżu w deszczowy dzień
przystańmy na chwilę pośrodku mostu
tego który łączy i zbliża przeciwległe brzegi
stamtąd widać trochę więcej trochę dalej
powłóczmy się po zaułkach i bulwarach
razem z wiatrem chociaż raz nie pod wiatr
po ulicach miasta – miasta w którym ty i ja
sobota, 8 lipca 2017
POECI
zdjęcie z internetu
poeci już tak mają
że zbytnio ufają
za bardzo kochają
dla nich nic albo wszystko
z jedną torbą nad urwisko
za daleko i za blisko
na ulicach w ludzi tłumie
poznać ich nikt nie umie
myśli nie zrozumie
poeci żywią się chwilą
czasem palą czasem piją
wśród strof żyją
poeci już tak mają
że zbytnio ufają
za bardzo kochają
dla nich nic albo wszystko
z jedną torbą nad urwisko
za daleko i za blisko
na ulicach w ludzi tłumie
poznać ich nikt nie umie
myśli nie zrozumie
poeci żywią się chwilą
czasem palą czasem piją
wśród strof żyją
poniedziałek, 5 czerwca 2017
NOCNE ŻYCIE CIENI
zdjęcie z internetu
po zmroku na ulicę wypełzają cienie
z ukrytych zakamarków zza kubłów i wiat
wyłaniają się ze szpar pod drzwiami
uwolnione od przynależności do konkretu
przeciągają się leniwie wylegują na schodach
albo tańczą kankana na krawężnikach
rozsiadają się w wiklinowych fotelach
pośród róż zwisających z pergoli i czytają
w rozproszeniu księżycowej poświaty
przed świtem cienie wracają do swoich ról
nieodłącznych towarzyszy śledzących każdy ruch
każdy gest każdy krok aż do zachodu słońca
po zmroku na ulicę wypełzają cienie
z ukrytych zakamarków zza kubłów i wiat
wyłaniają się ze szpar pod drzwiami
uwolnione od przynależności do konkretu
przeciągają się leniwie wylegują na schodach
albo tańczą kankana na krawężnikach
rozsiadają się w wiklinowych fotelach
pośród róż zwisających z pergoli i czytają
w rozproszeniu księżycowej poświaty
przed świtem cienie wracają do swoich ról
nieodłącznych towarzyszy śledzących każdy ruch
każdy gest każdy krok aż do zachodu słońca
piątek, 26 maja 2017
FANTASMAGORIE ODERWANE
zdjęcie z internetu, obraz: Pino Deani
może biegłaś średniowieczną uliczką
między szpalerem kamienic z gotyckimi oknami
przeskakiwałaś z kamienia na kamień
aby nie zabrudzić trzewików w rynsztoku
może niosłaś koszyk pełen konwalii
chociaż równie dobrze mogły być to róże
może w karczmie rozlewałaś czerwone wino
z dzbana prosto w wysoko wzniesione szklanice
ocierałaś ręce o fartuch przewiązany na biodrach
może siedziałaś w salonie przy fortepianie
smukłymi palcami ledwie dotykając klawiszy
albo o miłości śpiewałaś w nocnych klubach
może z karabinem przedzierałaś się nocą
strzępkami bandaży opatrywałaś ropiejące rany
może malowałaś farbą hasła na murze
może budowałaś dom układając cegłę po cegle
z dojrzałych owoców robiłaś kompoty na zimę
lub zapisywałaś kolejne kartki w kalendarzu
może patrzyłaś w gwiazdy łączyłaś słowa w wiersze
na brzegu morza zostawiałaś ślady stóp
morze - dlaczego nie mogę tam dojść w swoich snach
może biegłaś średniowieczną uliczką
między szpalerem kamienic z gotyckimi oknami
przeskakiwałaś z kamienia na kamień
aby nie zabrudzić trzewików w rynsztoku
może niosłaś koszyk pełen konwalii
chociaż równie dobrze mogły być to róże
może w karczmie rozlewałaś czerwone wino
z dzbana prosto w wysoko wzniesione szklanice
ocierałaś ręce o fartuch przewiązany na biodrach
może siedziałaś w salonie przy fortepianie
smukłymi palcami ledwie dotykając klawiszy
albo o miłości śpiewałaś w nocnych klubach
może z karabinem przedzierałaś się nocą
strzępkami bandaży opatrywałaś ropiejące rany
może malowałaś farbą hasła na murze
może budowałaś dom układając cegłę po cegle
z dojrzałych owoców robiłaś kompoty na zimę
lub zapisywałaś kolejne kartki w kalendarzu
może patrzyłaś w gwiazdy łączyłaś słowa w wiersze
na brzegu morza zostawiałaś ślady stóp
morze - dlaczego nie mogę tam dojść w swoich snach
niedziela, 21 maja 2017
AMBITENDENCJA
zdjęcie z internetu
przekleństwo za ciasnej marynarki
rozłażącej się w szwach na ramionach i karku
z ledwie dopiętymi guzikami na brzuchu
które z każdym krokiem próbują odpaść
oderwać się od wyciągniętych nad miarę nici
przylgnąć do betonowych płyt chodnika
marynarki tak skutecznie krępującej żebra
że wymusza nienaturalną płytkość oddechu
i klaustrofobiczną arytmię zniewolonego serca
zapach świeżo skoszonej trawy bzu i konwalii
ech pobiegłbyś boso na spotkanie wiatru
podatny na pieszczoty słonecznych promieni
przekleństwo za ciasnej marynarki
ślepe uliczki może i nie wszystko widzą
ale przecież głuche nie są
przekleństwo za ciasnej marynarki
rozłażącej się w szwach na ramionach i karku
z ledwie dopiętymi guzikami na brzuchu
które z każdym krokiem próbują odpaść
oderwać się od wyciągniętych nad miarę nici
przylgnąć do betonowych płyt chodnika
marynarki tak skutecznie krępującej żebra
że wymusza nienaturalną płytkość oddechu
i klaustrofobiczną arytmię zniewolonego serca
zapach świeżo skoszonej trawy bzu i konwalii
ech pobiegłbyś boso na spotkanie wiatru
podatny na pieszczoty słonecznych promieni
przekleństwo za ciasnej marynarki
ślepe uliczki może i nie wszystko widzą
ale przecież głuche nie są
wtorek, 2 maja 2017
NA LOMBARD STREET
zdjęcie z internetu
zadziwiająca mieszanina szaleństwa i fantazji
podparta logiką matematycznych kalkulacji
i niezwykłą precyzją wykonania
tylko tak można określić pokręconą serpentynę
z czerwoną nawierzchnią wciśniętą między klomby
i szpaler dwunastu niezbyt symetrycznych kamienic
wyglądających jakby przystanęły w pół kroku
podczas karkołomnej wspinaczki na wierzchołek wzgórza
ze szczególną dbałością o zachowanie poziomów kondygnacji
życie zwalnia wokół nas odurzone zapachem bugenwilli
spowolnione pełzającym ruchem samochodów
w których hamulec staje się istotniejszy niż gaz
jeszcze zdążymy sprawdzić nachylenie kąta
policzyć zakręty bardziej zakręceni niż kiedykolwiek
zanim przyśpieszy czas zanim wezwie nas głos oceanu
zadziwiająca mieszanina szaleństwa i fantazji
podparta logiką matematycznych kalkulacji
i niezwykłą precyzją wykonania
tylko tak można określić pokręconą serpentynę
z czerwoną nawierzchnią wciśniętą między klomby
i szpaler dwunastu niezbyt symetrycznych kamienic
wyglądających jakby przystanęły w pół kroku
podczas karkołomnej wspinaczki na wierzchołek wzgórza
ze szczególną dbałością o zachowanie poziomów kondygnacji
życie zwalnia wokół nas odurzone zapachem bugenwilli
spowolnione pełzającym ruchem samochodów
w których hamulec staje się istotniejszy niż gaz
jeszcze zdążymy sprawdzić nachylenie kąta
policzyć zakręty bardziej zakręceni niż kiedykolwiek
zanim przyśpieszy czas zanim wezwie nas głos oceanu
czwartek, 6 kwietnia 2017
NA PRZYSTANKU O ZMIERZCHU
zdjęcie z internetu
zmrok przytula się do ulic
wieczornie
jeszcze latarnie nie rozbłysły
światłem
aby móc przejrzeć się w kałużach
jeszcze ptak trzepoce skrzydłami
w gałęziach
i wiatr kołysze lekko wiosennymi
pąkami
na przystanku autobusowym tylko
ja
spoglądam na tablicę odjazdów
dziesięć minut – chwila
zatrzymania w czasie
po prawej stronie teatr po lewej
przedszkole
po pracy biegłam aby zdążyć aby
odebrać
na wprost łuczniczka nieustannie napręża
łuk
celuje strzałą jakby wskazywała
kierunek
tam jest rodzinny dom i szkoła i
kasztany
wędruję myślami wzdłuż ulicy przy
parku
ulicy wielkich nadziei i wielkich
rozczarowań
palcami dotykam biletu w kieszeni
kurtki
jedna minuta jedna minuta to zbyt
mało
można tu jeszcze wrócić albo nie
odjeżdżać
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
ODLOTY
zdjęcie z internetu
moje odloty nie mają skrzydeł
nie tańczą bosanowy na środku ulicy
nie przeliczają ziaren piasku w klepsydrze
nie poddają się turbulencjom i prawu grawitacji
znacznie bliżej im do gwiazd i zachodów słońca
niż do świetliście lukrowanych poranków
nie potrzebują powietrznych korytarzy
terminali pasów startowych i tablic lotów
bez nawigacji docierają tam gdzie chcą
są orzeźwieniem w skwarny dzień lata
i ciepłym pledem w środku zimy
kokonem myśli z dala od jazgotu słów
w przestrzeni między ziemią a niebem
dzięki nim wszystko jest możliwe
nawet kiedy odlotom mym brakuje skrzydeł
moje odloty nie mają skrzydeł
nie tańczą bosanowy na środku ulicy
nie przeliczają ziaren piasku w klepsydrze
nie poddają się turbulencjom i prawu grawitacji
znacznie bliżej im do gwiazd i zachodów słońca
niż do świetliście lukrowanych poranków
nie potrzebują powietrznych korytarzy
terminali pasów startowych i tablic lotów
bez nawigacji docierają tam gdzie chcą
są orzeźwieniem w skwarny dzień lata
i ciepłym pledem w środku zimy
kokonem myśli z dala od jazgotu słów
w przestrzeni między ziemią a niebem
dzięki nim wszystko jest możliwe
nawet kiedy odlotom mym brakuje skrzydeł
Subskrybuj:
Posty (Atom)























