
jesień z polnym wiatrem odbiegła w niepamięć
na jej miejsce przyszły śnieżyca i zamieć
plotkowały żywo do samego rana
aż im w białym puchu ugrzęzły kolana
ubrały się drzewa w szaliki i czapy
zapięły kożuchy na lodowe napy
klony popatrzyły na wierzbę ciekawie
odmłodniała nagle na brzegu przy stawie

zmatowiałe lustro zamarzniętej wody
nie mogło pochwalić w pełni jej urody
jarzębina tylko usta zacisnęła
widząc jak topola z zachwytu klasnęła
chichotały sosny kusząc diamentami
ażurem kryształków spiętym sopelkami
przystroiły igły w posrebrzane tipsy
w uszy z gracją wpięły kolczyki i klipsy
tu zazdrosnej brzozie błysnęły kozaki
jakby chciała kopnąć w kulki biało - khaki
zatrząsł się dąb stary trzeszcząc konarami
czekajcie do wiosny z waszymi kłótniami
