piątek, 24 listopada 2017
BEZ ZACHWYTU
zdjęcie z internetu
oswajam mglistość poranków
spóźnionych zaspanych
leniwie wyłaniających się z mroku
w deszczu wirujących liści
gubię kroki potykam się o przeszkody
bardziej lub mniej realne
powietrze pełne wilgoci i zgnilizny
taki zapach ma matka ziemia
otulona listopadową melancholią
dłonią ocieram lepkość z czoła
głowę kryję pod kapturem
posiwiałych pajęczyn
myśli nie układają się w słowa
przecież świat i tak będzie istniał
beze mnie
oswajam mglistość poranków
spóźnionych zaspanych
leniwie wyłaniających się z mroku
w deszczu wirujących liści
gubię kroki potykam się o przeszkody
bardziej lub mniej realne
powietrze pełne wilgoci i zgnilizny
taki zapach ma matka ziemia
otulona listopadową melancholią
dłonią ocieram lepkość z czoła
głowę kryję pod kapturem
posiwiałych pajęczyn
myśli nie układają się w słowa
przecież świat i tak będzie istniał
beze mnie
piątek, 17 listopada 2017
SYNDROM ZNIEWOLENIA
samolot z
Leeds ten o 17.25
przyleciał po
raz kolejny bez ciebie
z jedynym
wolnym miejscem przy oknie
koło lewego
skrzydła
między
niebem a ziemią
bilet
rozpłynął się w chmurach
podobnie jak
nadzieja na szczęśliwe zakończenie
wyżebrana za
garść miedziaków
na huśtawce
raz w górę raz w dół i obrót
najważniejsze
żeby nie wypaść z orbity
nie wybuchnąć
jak supernowa
a potem nie
przemienić się w wiecznego karła
twoje odloty
mają inny wymiar
zaznaczony białą
kreską
stąd dotądniedziela, 9 lipca 2017
KROK ZA KROKIEM WCIĄŻ DALEJ
zdjęcie z internetu
powłóczmy się po ulicach miasta
bez pośpiechu bez celu bez sensu może
pozaglądajmy do kawiarnianych wnętrz
znowu jedzą mówiłaś mijając Magnolię
dzisiaj nie ma już Magnolii inni ludzie
w innym miejscu siedzą przy innych stolikach
pozachwycajmy się słonecznym blaskiem
skrzącym się jak diament na lustrzanej wodzie
albo kroplami dżdżu w deszczowy dzień
przystańmy na chwilę pośrodku mostu
tego który łączy i zbliża przeciwległe brzegi
stamtąd widać trochę więcej trochę dalej
powłóczmy się po zaułkach i bulwarach
razem z wiatrem chociaż raz nie pod wiatr
po ulicach miasta – miasta w którym ty i ja
powłóczmy się po ulicach miasta
bez pośpiechu bez celu bez sensu może
pozaglądajmy do kawiarnianych wnętrz
znowu jedzą mówiłaś mijając Magnolię
dzisiaj nie ma już Magnolii inni ludzie
w innym miejscu siedzą przy innych stolikach
pozachwycajmy się słonecznym blaskiem
skrzącym się jak diament na lustrzanej wodzie
albo kroplami dżdżu w deszczowy dzień
przystańmy na chwilę pośrodku mostu
tego który łączy i zbliża przeciwległe brzegi
stamtąd widać trochę więcej trochę dalej
powłóczmy się po zaułkach i bulwarach
razem z wiatrem chociaż raz nie pod wiatr
po ulicach miasta – miasta w którym ty i ja
sobota, 8 lipca 2017
POECI
zdjęcie z internetu
poeci już tak mają
że zbytnio ufają
za bardzo kochają
dla nich nic albo wszystko
z jedną torbą nad urwisko
za daleko i za blisko
na ulicach w ludzi tłumie
poznać ich nikt nie umie
myśli nie zrozumie
poeci żywią się chwilą
czasem palą czasem piją
wśród strof żyją
poeci już tak mają
że zbytnio ufają
za bardzo kochają
dla nich nic albo wszystko
z jedną torbą nad urwisko
za daleko i za blisko
na ulicach w ludzi tłumie
poznać ich nikt nie umie
myśli nie zrozumie
poeci żywią się chwilą
czasem palą czasem piją
wśród strof żyją
poniedziałek, 5 czerwca 2017
NOCNE ŻYCIE CIENI
zdjęcie z internetu
po zmroku na ulicę wypełzają cienie
z ukrytych zakamarków zza kubłów i wiat
wyłaniają się ze szpar pod drzwiami
uwolnione od przynależności do konkretu
przeciągają się leniwie wylegują na schodach
albo tańczą kankana na krawężnikach
rozsiadają się w wiklinowych fotelach
pośród róż zwisających z pergoli i czytają
w rozproszeniu księżycowej poświaty
przed świtem cienie wracają do swoich ról
nieodłącznych towarzyszy śledzących każdy ruch
każdy gest każdy krok aż do zachodu słońca
po zmroku na ulicę wypełzają cienie
z ukrytych zakamarków zza kubłów i wiat
wyłaniają się ze szpar pod drzwiami
uwolnione od przynależności do konkretu
przeciągają się leniwie wylegują na schodach
albo tańczą kankana na krawężnikach
rozsiadają się w wiklinowych fotelach
pośród róż zwisających z pergoli i czytają
w rozproszeniu księżycowej poświaty
przed świtem cienie wracają do swoich ról
nieodłącznych towarzyszy śledzących każdy ruch
każdy gest każdy krok aż do zachodu słońca
piątek, 26 maja 2017
FANTASMAGORIE ODERWANE
zdjęcie z internetu, obraz: Pino Deani
może biegłaś średniowieczną uliczką
między szpalerem kamienic z gotyckimi oknami
przeskakiwałaś z kamienia na kamień
aby nie zabrudzić trzewików w rynsztoku
może niosłaś koszyk pełen konwalii
chociaż równie dobrze mogły być to róże
może w karczmie rozlewałaś czerwone wino
z dzbana prosto w wysoko wzniesione szklanice
ocierałaś ręce o fartuch przewiązany na biodrach
może siedziałaś w salonie przy fortepianie
smukłymi palcami ledwie dotykając klawiszy
albo o miłości śpiewałaś w nocnych klubach
może z karabinem przedzierałaś się nocą
strzępkami bandaży opatrywałaś ropiejące rany
może malowałaś farbą hasła na murze
może budowałaś dom układając cegłę po cegle
z dojrzałych owoców robiłaś kompoty na zimę
lub zapisywałaś kolejne kartki w kalendarzu
może patrzyłaś w gwiazdy łączyłaś słowa w wiersze
na brzegu morza zostawiałaś ślady stóp
morze - dlaczego nie mogę tam dojść w swoich snach
może biegłaś średniowieczną uliczką
między szpalerem kamienic z gotyckimi oknami
przeskakiwałaś z kamienia na kamień
aby nie zabrudzić trzewików w rynsztoku
może niosłaś koszyk pełen konwalii
chociaż równie dobrze mogły być to róże
może w karczmie rozlewałaś czerwone wino
z dzbana prosto w wysoko wzniesione szklanice
ocierałaś ręce o fartuch przewiązany na biodrach
może siedziałaś w salonie przy fortepianie
smukłymi palcami ledwie dotykając klawiszy
albo o miłości śpiewałaś w nocnych klubach
może z karabinem przedzierałaś się nocą
strzępkami bandaży opatrywałaś ropiejące rany
może malowałaś farbą hasła na murze
może budowałaś dom układając cegłę po cegle
z dojrzałych owoców robiłaś kompoty na zimę
lub zapisywałaś kolejne kartki w kalendarzu
może patrzyłaś w gwiazdy łączyłaś słowa w wiersze
na brzegu morza zostawiałaś ślady stóp
morze - dlaczego nie mogę tam dojść w swoich snach
niedziela, 21 maja 2017
AMBITENDENCJA
zdjęcie z internetu
przekleństwo za ciasnej marynarki
rozłażącej się w szwach na ramionach i karku
z ledwie dopiętymi guzikami na brzuchu
które z każdym krokiem próbują odpaść
oderwać się od wyciągniętych nad miarę nici
przylgnąć do betonowych płyt chodnika
marynarki tak skutecznie krępującej żebra
że wymusza nienaturalną płytkość oddechu
i klaustrofobiczną arytmię zniewolonego serca
zapach świeżo skoszonej trawy bzu i konwalii
ech pobiegłbyś boso na spotkanie wiatru
podatny na pieszczoty słonecznych promieni
przekleństwo za ciasnej marynarki
ślepe uliczki może i nie wszystko widzą
ale przecież głuche nie są
przekleństwo za ciasnej marynarki
rozłażącej się w szwach na ramionach i karku
z ledwie dopiętymi guzikami na brzuchu
które z każdym krokiem próbują odpaść
oderwać się od wyciągniętych nad miarę nici
przylgnąć do betonowych płyt chodnika
marynarki tak skutecznie krępującej żebra
że wymusza nienaturalną płytkość oddechu
i klaustrofobiczną arytmię zniewolonego serca
zapach świeżo skoszonej trawy bzu i konwalii
ech pobiegłbyś boso na spotkanie wiatru
podatny na pieszczoty słonecznych promieni
przekleństwo za ciasnej marynarki
ślepe uliczki może i nie wszystko widzą
ale przecież głuche nie są
wtorek, 2 maja 2017
NA LOMBARD STREET
zdjęcie z internetu
zadziwiająca mieszanina szaleństwa i fantazji
podparta logiką matematycznych kalkulacji
i niezwykłą precyzją wykonania
tylko tak można określić pokręconą serpentynę
z czerwoną nawierzchnią wciśniętą między klomby
i szpaler dwunastu niezbyt symetrycznych kamienic
wyglądających jakby przystanęły w pół kroku
podczas karkołomnej wspinaczki na wierzchołek wzgórza
ze szczególną dbałością o zachowanie poziomów kondygnacji
życie zwalnia wokół nas odurzone zapachem bugenwilli
spowolnione pełzającym ruchem samochodów
w których hamulec staje się istotniejszy niż gaz
jeszcze zdążymy sprawdzić nachylenie kąta
policzyć zakręty bardziej zakręceni niż kiedykolwiek
zanim przyśpieszy czas zanim wezwie nas głos oceanu
zadziwiająca mieszanina szaleństwa i fantazji
podparta logiką matematycznych kalkulacji
i niezwykłą precyzją wykonania
tylko tak można określić pokręconą serpentynę
z czerwoną nawierzchnią wciśniętą między klomby
i szpaler dwunastu niezbyt symetrycznych kamienic
wyglądających jakby przystanęły w pół kroku
podczas karkołomnej wspinaczki na wierzchołek wzgórza
ze szczególną dbałością o zachowanie poziomów kondygnacji
życie zwalnia wokół nas odurzone zapachem bugenwilli
spowolnione pełzającym ruchem samochodów
w których hamulec staje się istotniejszy niż gaz
jeszcze zdążymy sprawdzić nachylenie kąta
policzyć zakręty bardziej zakręceni niż kiedykolwiek
zanim przyśpieszy czas zanim wezwie nas głos oceanu
czwartek, 6 kwietnia 2017
NA PRZYSTANKU O ZMIERZCHU
zdjęcie z internetu
zmrok przytula się do ulic
wieczornie
jeszcze latarnie nie rozbłysły
światłem
aby móc przejrzeć się w kałużach
jeszcze ptak trzepoce skrzydłami
w gałęziach
i wiatr kołysze lekko wiosennymi
pąkami
na przystanku autobusowym tylko
ja
spoglądam na tablicę odjazdów
dziesięć minut – chwila
zatrzymania w czasie
po prawej stronie teatr po lewej
przedszkole
po pracy biegłam aby zdążyć aby
odebrać
na wprost łuczniczka nieustannie napręża
łuk
celuje strzałą jakby wskazywała
kierunek
tam jest rodzinny dom i szkoła i
kasztany
wędruję myślami wzdłuż ulicy przy
parku
ulicy wielkich nadziei i wielkich
rozczarowań
palcami dotykam biletu w kieszeni
kurtki
jedna minuta jedna minuta to zbyt
mało
można tu jeszcze wrócić albo nie
odjeżdżać
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
ODLOTY
zdjęcie z internetu
moje odloty nie mają skrzydeł
nie tańczą bosanowy na środku ulicy
nie przeliczają ziaren piasku w klepsydrze
nie poddają się turbulencjom i prawu grawitacji
znacznie bliżej im do gwiazd i zachodów słońca
niż do świetliście lukrowanych poranków
nie potrzebują powietrznych korytarzy
terminali pasów startowych i tablic lotów
bez nawigacji docierają tam gdzie chcą
są orzeźwieniem w skwarny dzień lata
i ciepłym pledem w środku zimy
kokonem myśli z dala od jazgotu słów
w przestrzeni między ziemią a niebem
dzięki nim wszystko jest możliwe
nawet kiedy odlotom mym brakuje skrzydeł
moje odloty nie mają skrzydeł
nie tańczą bosanowy na środku ulicy
nie przeliczają ziaren piasku w klepsydrze
nie poddają się turbulencjom i prawu grawitacji
znacznie bliżej im do gwiazd i zachodów słońca
niż do świetliście lukrowanych poranków
nie potrzebują powietrznych korytarzy
terminali pasów startowych i tablic lotów
bez nawigacji docierają tam gdzie chcą
są orzeźwieniem w skwarny dzień lata
i ciepłym pledem w środku zimy
kokonem myśli z dala od jazgotu słów
w przestrzeni między ziemią a niebem
dzięki nim wszystko jest możliwe
nawet kiedy odlotom mym brakuje skrzydeł
niedziela, 26 marca 2017
WBREW LOGICE
zdjęcie z internetu
próbowałaś naprawić wyrwane skrzydła
składałaś kleiłaś wygładzałaś poszarzałe pióra
choć wiedziałaś że i tak już nie pofruną
upadłym aniołom
wiatr sypie piachem w oczy
za zakrętem ulicy
próbowałaś naprawić wyrwane skrzydła
składałaś kleiłaś wygładzałaś poszarzałe pióra
choć wiedziałaś że i tak już nie pofruną
upadłym aniołom
wiatr sypie piachem w oczy
za zakrętem ulicy
poniedziałek, 6 marca 2017
PO PÓŁNOCNEJ STRONIE CZASU
zdjęcie z internetu
pospadały ze świecznika ogarki świec
z wypalonym knotem wewnątrz woskowej korony
płomień od wczoraj nie doczekał jutra
chociaż płonął jasno i ciepłem się dzielił
wrażliwy na najlżejsze drgnienie powietrza
świece wypłakiwały się oleistymi łzami
zastygającymi w ażurach pierścieni i pereł
coraz to niżej i niżej aż po dno okapnika
do ostatniej iskry ulatującej smużką dymu
za oknem noc bez gwiazd bez księżyca
ciszę mąci jedynie kurant z wieży
ulice miasta pogrążone są we śnie
pospadały ze świecznika ogarki świec
z wypalonym knotem wewnątrz woskowej korony
płomień od wczoraj nie doczekał jutra
chociaż płonął jasno i ciepłem się dzielił
wrażliwy na najlżejsze drgnienie powietrza
świece wypłakiwały się oleistymi łzami
zastygającymi w ażurach pierścieni i pereł
coraz to niżej i niżej aż po dno okapnika
do ostatniej iskry ulatującej smużką dymu
za oknem noc bez gwiazd bez księżyca
ciszę mąci jedynie kurant z wieży
ulice miasta pogrążone są we śnie
niedziela, 19 lutego 2017
PO ŚLADACH
zdjęcie z internetu
ulicami wędrują wspomnienia
od bramy do bramy od drzwi do drzwi
zardzewiałym kluczem otwierają zamki
których już nie ma
stukają o bruk końskie kopyta
dorożka zaczarowana w wierszu Gałczyńskiego
nieznacznie skręca w kierunku fary
skrzydlaty pegaz unosi się nad latarnią
i barki leniwie płyną po rzece
między brzegami spiętymi klamrą mostu
tam kataryniarz z katarynką i małpką kapucynką
w czapce przekrzywionej na bakier
szumi wierzba płacząca i szumią kasztany
w żywiczych kroplach zastyga czas
jak w szklance ciepłego soku z marchwi
podanego kiedyś zamiast lodów
ulicami wędrują wspomnienia
od bramy do bramy od drzwi do drzwi
zardzewiałym kluczem otwierają zamki
których już nie ma
stukają o bruk końskie kopyta
dorożka zaczarowana w wierszu Gałczyńskiego
nieznacznie skręca w kierunku fary
skrzydlaty pegaz unosi się nad latarnią
i barki leniwie płyną po rzece
między brzegami spiętymi klamrą mostu
tam kataryniarz z katarynką i małpką kapucynką
w czapce przekrzywionej na bakier
szumi wierzba płacząca i szumią kasztany
w żywiczych kroplach zastyga czas
jak w szklance ciepłego soku z marchwi
podanego kiedyś zamiast lodów
niedziela, 1 stycznia 2017
POMIĘDZY DACHAMI
zdjęcie z internetu
pomiędzy dachami
jest przestrzeń na niebo
roziskrzone gwiazdami
wystarczy tylko podnieść głowę
wyprostować zgarbaciałe plecy
po strunach światła wspiąć się wyżej
wydostać się z bulgoczącego tygla
nieustannego jazgotu
tam pomiędzy dachami
jest przestrzeń na niebo
z milionem gwiazd
i miejscem do marzeń
pomiędzy dachami
jest przestrzeń na niebo
roziskrzone gwiazdami
wystarczy tylko podnieść głowę
wyprostować zgarbaciałe plecy
po strunach światła wspiąć się wyżej
wydostać się z bulgoczącego tygla
nieustannego jazgotu
tam pomiędzy dachami
jest przestrzeń na niebo
z milionem gwiazd
i miejscem do marzeń
piątek, 9 grudnia 2016
WESTCHNIENIE
zdjęcie z internetu
a ty mnie przytul
tylko przytul mnie
kamienny aniele
skrzydłami obejmij ramiona
echem serca wypełnij
niszę ciszy
a ty mnie przytul
tylko przytul mnie
kamienny aniele
skrzydłami obejmij ramiona
echem serca wypełnij
niszę ciszy
środa, 7 września 2016
KONGLOMERAT
zdjęcie z internetu
myślałam…
myślenie wypełnia pustkę
jest jak garnek z kipiącym mlekiem
wszystko jest na zewnątrz
wszystko jest we mnie
jedno od drugiego oddzielone skórą
nie połączysz równoległych światów
zadziwiająco przeciwstawnych
w iluzorycznej odsłonie powiek
w ślepych zaułkach
myśli snują się jak czarne koty
przysiadając na przedprożach
myślałam…
myślenie wypełnia pustkę
jest jak garnek z kipiącym mlekiem
wszystko jest na zewnątrz
wszystko jest we mnie
jedno od drugiego oddzielone skórą
nie połączysz równoległych światów
zadziwiająco przeciwstawnych
w iluzorycznej odsłonie powiek
w ślepych zaułkach
myśli snują się jak czarne koty
przysiadając na przedprożach
niedziela, 21 sierpnia 2016
KASYNO BEZ KRUPIERA
zdjęcie z internetu "Save our souls" - aquasixio
johnny walker z lodem
kostki nie idą na dno
dryfują od brzegu do brzegu
Senegal godzina piąta rano
piekło zaczyna się na długo wcześniej
niż słońce stanie w zenicie
wszyscy mamy piach w ustach
wszyscy jesteśmy bliżej ziemi
przygięci terkotaniem karabinu
życie to hazard - mówiłaś
rusza w głowie kosmiczna ruletka
obstawiam czerwone
w takim kolorze nosiłaś sukienkę
w takim kolorze krew sączy się z ran
wypełniamy przestrzeń
johnny walker z lodem
kostki nie gaszą ognia
tego wewnątrz
johnny walker z lodem
kostki nie idą na dno
dryfują od brzegu do brzegu
Senegal godzina piąta rano
piekło zaczyna się na długo wcześniej
niż słońce stanie w zenicie
wszyscy mamy piach w ustach
wszyscy jesteśmy bliżej ziemi
przygięci terkotaniem karabinu
życie to hazard - mówiłaś
rusza w głowie kosmiczna ruletka
obstawiam czerwone
w takim kolorze nosiłaś sukienkę
w takim kolorze krew sączy się z ran
wypełniamy przestrzeń
johnny walker z lodem
kostki nie gaszą ognia
tego wewnątrz
sobota, 16 lipca 2016
POD NIEBEM NIE ZAWSZE POGODNYM
zdjęcie z internetu
padaj deszczu padaj
na głowę na ramiona
nie żal wełnianej chusty
nie żal łez rozcieńczonych
rozwodnionych rozmytych
niechaj płyną wraz z tobą
po twarzy po drżących ust szeptaniu
zaklinaniu na spełnienie i niespełnienie
padaj deszczu padaj
padaj…
padaj deszczu padaj
na głowę na ramiona
nie żal wełnianej chusty
nie żal łez rozcieńczonych
rozwodnionych rozmytych
niechaj płyną wraz z tobą
po twarzy po drżących ust szeptaniu
zaklinaniu na spełnienie i niespełnienie
padaj deszczu padaj
padaj…
niedziela, 10 lipca 2016
W ODCIENIACH BŁĘKITU
zdjęcie z internetu
w niebieskiej sukience przechodzę
swoistą mimikrę
czuję się kolorystycznie
dopasowana do ulic Szawszawanu
pofałdowanych ścian domów z
niezliczoną ilością gipsu i farb
od błękitu przez lapis-lazuli aż
po ultramarynę i kobalt
w labiryncie wąskich uliczek
gubimy się w medynie
wierzchem dłoni ocierasz ukradkiem
pot z czoła
kamienne schodki podobno prowadzą
prosto do nieba
chociaż upał wskazuje raczej na
przedsionek piekieł
mijamy kobietę w dżelabie i
poganiaczy objuczonych osłów
stukają dzbany brzęczą bransolety
w bazarowym gwarze
nie przerywają snu rozleniwionym
kotom wylegującym się
bezczynnie na skalnych pólkach
pod łukami sklepień
jeszcze przysiądziemy przy
fontannie zaczerpniemy wody
błękitne perły z ulgą rozrzucimy po
twarzach i szyjach
spojrzymy sobie w oczy niebieskie
z błyskiem czegoś więcej
poniedziałek, 4 lipca 2016
NĘDZNY KONIEC W MIEŚCIE
obraz - Nico Fine "10.000 Rungs of Solitude", z internetu
jakże puste są ulice bez ciebie
bez starego futerału na drobne
zbierałeś co łaska
liczyłeś każdego dnia - nie wartością
ilością wrażliwych serc liczyłeś
wczoraj było ich osiem
niezgrabnie zapisałeś klepsydrę
pochylała się wraz z tobą
aż do nieskończoności
czy nieskończoność to wieczność
zapytał ktoś filozoficznie
ktoś inny wezwał karetkę
dziś wiatr gwiżdże melodię
o pustych ulicach bez ciebie
chociaż pewnie nie opłakuje nikt
jakże puste są ulice bez ciebie
bez starego futerału na drobne
zbierałeś co łaska
liczyłeś każdego dnia - nie wartością
ilością wrażliwych serc liczyłeś
wczoraj było ich osiem
niezgrabnie zapisałeś klepsydrę
pochylała się wraz z tobą
aż do nieskończoności
czy nieskończoność to wieczność
zapytał ktoś filozoficznie
ktoś inny wezwał karetkę
dziś wiatr gwiżdże melodię
o pustych ulicach bez ciebie
chociaż pewnie nie opłakuje nikt
wtorek, 28 czerwca 2016
ESSERE
zdjęcie z internetu
przez chwilę byłaś
małą kruszynką uczepioną
ułamka czasu
bardziej konkretną
niż myśl z pogranicza
marzeń i snów
niewymierzalną
chwilą w za dużej
patchworkowej sukience
nie przekroczyłaś
może nie miałaś paszportu
do Essere
podobno każdy
ma jakieś zadanie
jakie było twoje
ile serc obudziłaś
tętniąc aż po
wyciszenie
przez chwilę byłaś
małą kruszynką uczepioną
ułamka czasu
bardziej konkretną
niż myśl z pogranicza
marzeń i snów
niewymierzalną
chwilą w za dużej
patchworkowej sukience
nie przekroczyłaś
może nie miałaś paszportu
do Essere
podobno każdy
ma jakieś zadanie
jakie było twoje
ile serc obudziłaś
tętniąc aż po
wyciszenie
niedziela, 19 czerwca 2016
PORANEK
zdjęcie z internetu
ptaki budzą się tuż przed świtem
zanim ugodzony blaskiem światła granat nocy zblednie
pierwszym trelem wdzierają się w wszechobecną ciszę
najpierw niepewnie głosem dobytym z zaspanego gardła
z ochrypłą nutą dysharmonii nagle urywaną
jakby czekając na odzew z sąsiedniego drzewa
potem głośniej przeciągle coraz bardziej tkliwie
kolejnym zaśpiewem gdzieś z gęstwiny liści
pisklęcym kwileniem z rodzinnego gniazda
z pierwszym promieniem słońca coraz więcej
szczebiotu gwizdu wytrawnych solówek
zamieszania wrzawy pohukiwań w radosnej euforii
wszystkie te terlikania, ćwierkania, świergolenia
łączą się krzyżują nakładają na siebie chórem
w niepowtarzalnym musicalu na powitanie dnia
ptaki budzą się tuż przed świtem
zanim ugodzony blaskiem światła granat nocy zblednie
pierwszym trelem wdzierają się w wszechobecną ciszę
najpierw niepewnie głosem dobytym z zaspanego gardła
z ochrypłą nutą dysharmonii nagle urywaną
jakby czekając na odzew z sąsiedniego drzewa
potem głośniej przeciągle coraz bardziej tkliwie
kolejnym zaśpiewem gdzieś z gęstwiny liści
pisklęcym kwileniem z rodzinnego gniazda
z pierwszym promieniem słońca coraz więcej
szczebiotu gwizdu wytrawnych solówek
zamieszania wrzawy pohukiwań w radosnej euforii
wszystkie te terlikania, ćwierkania, świergolenia
łączą się krzyżują nakładają na siebie chórem
w niepowtarzalnym musicalu na powitanie dnia
niedziela, 14 lutego 2016
W KATARYNCE
zdjęcie z internetu
na Starym Rynku jest miejsce takie
w którym ustają troski wszelakie
piaskowe ściany sufit w papugi
stoliki lampki poduch rząd długi
regał zajmują wyborne wina
przy wejściu małpka i kataryniarz
w obszernym oknie wiszą lampiony
trudno tu nie być zadowolonym
zaglądam w kartę z wdziękiem podaną
choć wiem że znowu wezmę to samo
tatar na grzance wodę z cytrynką
i chętnie wrócę tu Katarynko
poniedziałek, 8 lutego 2016
ZIMNA KAWA O ZMIERZCHU
zdjęcie z internetu
mówisz że nie lubisz zimnej kawy
głęboką czernią zatopionej
w wieczornej filiżance
nie parzy podniebienia
nie rozgrzewa od środka
rytm serca po niej niespokojny
jednak zawartość kofeiny
pozwala na przedłużenie
świadomości zasypiania
o kilka bardziej lub mniej
istotnych chwil
przytulam do poduszki
mówisz że nie lubisz zimnej kawy
głęboką czernią zatopionej
w wieczornej filiżance
nie parzy podniebienia
nie rozgrzewa od środka
rytm serca po niej niespokojny
jednak zawartość kofeiny
pozwala na przedłużenie
świadomości zasypiania
o kilka bardziej lub mniej
istotnych chwil
przytulam do poduszki
OSACZENIE
zdjęcie z internetu - Giambattista Piranesi
schizoidalnie
między biegunami tu i teraz
chaos
zakłamaniem ust
zaklinam rzeczywistość
z pół wiarą w sukces
aby nie wsłuchiwać się
w zatrzaskiwanie kłódek świata
działkę lęku oddam za darmo
najlepiej w dobre ręce
może ktoś ma za mało
albo będzie wiedział co z tym zrobić
schizoidalnie
między biegunami tu i teraz
chaos
zakłamaniem ust
zaklinam rzeczywistość
z pół wiarą w sukces
aby nie wsłuchiwać się
w zatrzaskiwanie kłódek świata
działkę lęku oddam za darmo
najlepiej w dobre ręce
może ktoś ma za mało
albo będzie wiedział co z tym zrobić
sobota, 23 stycznia 2016
DZIADEK
zdjęcie z internetu
dziadek miał wielkie serce
takie czekoladowe
z piernika
rozpływało się
gorącym uśmiechem
na nasz widok
lgnęliśmy jak muchy
umorusani szybowaliśmy
w przestworzach
i cały świat był nasz
z ostatnim słowem
ciszą opadaliśmy
na trawę
pod gruszą
dość było miejsca
dla wszystkich
dziadek miał wielkie serce
takie czekoladowe
z piernika
rozpływało się
gorącym uśmiechem
na nasz widok
lgnęliśmy jak muchy
umorusani szybowaliśmy
w przestworzach
i cały świat był nasz
z ostatnim słowem
ciszą opadaliśmy
na trawę
pod gruszą
dość było miejsca
dla wszystkich
wtorek, 19 stycznia 2016
TĘTNO
zdjęcie z internetu
kubeł na śmieci przewrócił się
rzygnął zatęchłą wnętrznością
na kocie łby
nie miauknęły
zbite w ciasną gromadę
pomiędzy krawężnikami
czyjeś ręce
rozgarniały odpadki
w poszukiwaniu kromki chleba
czyjeś ręce
budziły się z odrętwienia
nad żarem z koksownika
czyjeś ręce
chwytały nowe życie
przy bramie pod czwórką
czyjeś ręce
na ulicach miasta
puls ledwie wyczuwalny
kubeł na śmieci przewrócił się
rzygnął zatęchłą wnętrznością
na kocie łby
nie miauknęły
zbite w ciasną gromadę
pomiędzy krawężnikami
czyjeś ręce
rozgarniały odpadki
w poszukiwaniu kromki chleba
czyjeś ręce
budziły się z odrętwienia
nad żarem z koksownika
czyjeś ręce
chwytały nowe życie
przy bramie pod czwórką
czyjeś ręce
na ulicach miasta
puls ledwie wyczuwalny
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























