niedziela, 3 października 2010

KIEDY WIATR ZAWIEJE RAZ JESZCZE



złota jesień pustoszeją drzewa
liśćmi utkane barwne kobierce
i coraz ciszej ptak w parku śpiewa
z kolczastych łupin na trawie serce

słońce promienie we włosy wplata
ażur pajęczyn zasłania róże
wiatr babie lato zręcznie zamiata
żurawie kluczem żegnają w górze

w kałużach tańczą maleńkie krople
deszczu co spacer nagle zakłócił
pod parasolem jednak nie zmoknie
pomysł co w wiersz się nowy obrócił

niedziela, 19 września 2010

W OBJĘCIACH



inspirowane tematem książki "Wilki w ścianach" Neila Gaimana

kosmate łapy przesuwają się wzdłuż ściany
w miarę jak napęczniały księżyc
wygląda zza chmur

coraz bliżej
szeroko otwartych oczu i łomotu serca
dostrojonego do tykania zegara

szczeble łóżeczka
zbyt rzadkie zbyt słabe
by zatrzymać osłonić ukryć

a wilki za oknem
wilkołakom obiad szykują
skowycząc

n-i-e w-c-h-o-d-ź-c-i-e

drzwi coraz szerzej
podchodzi do gardła porywa unosi
coś ktoś głos czyjś jak miód

śpij kochanie
to wiatr gruszą kołysze
panną młodą kwiecistą

gałązkami w okno stuka
księżyc zagląda pełnią
serdecznego uśmiechu

czwartek, 9 września 2010

NIBY NIC


właściwie nic się nie stało
gołąb jak dawniej wydziobuje ziarno z ręki
stary Jan czyta gazetę paląc fajkę
od lat twierdzi że papierosy zabijają

właściwie nic się nie stało
w piekarni ciepły chleb w kolejce ludzie
wyłuskują z portmonetki drobne na zakupy
zamieniają parę grzecznościowych słów przy wyjściu

właściwie nic się nie stało
serce bije jak wczoraj rytm zatokowy w normie
żebrak pod kościołem w tym samym ubraniu
rzucam parę groszy które i tak nie wykupią od śmierci

wtorek, 7 września 2010

SEN W WANNIE



Moje ciało, to piana
Tak, jak ciało bogini.
Cała jestem skąpana
W jednej szklance martini.
W cytrynkowej wodzie
Spoczywa me ciało.
Tyle piany ubyło,
A tyle zostało.
Błogie ciepło przenika
I serce, i ręce.
Coraz więcej cytrynek
W lazurowej łazience.
Zamykam oczy i samolotem
Lecę do Neapolu, a potem,
Na statku „Colombo”,
Płynę na Czarny Ląd:
Do Ghany, do Kongo.
Stamtąd, przez Kraj Kwitnącej Wiśni,
Do celu podróży. Do USA.
Tam otrzymuję bilety dwa
Na bal sylwestrowy, co może się przyśnić.
I wreszcie spotykam ciebie.
Otaczasz mnie ramieniem
I czuję jednym westchnieniem,
Że jestem w siódmym niebie.
Zajeżdżamy powozem na bal.
Otulona w śnieżnobiały szal,
Po schodach wchodzę na salę.
Przy tobie nie boję się wcale
Tych spojrzeń, szeptów, kreacji...
Siadamy przy stole do kolacji.
Za chwilę kelner w smokingu
Poda wykwintne potrawy,
Wniesie pierwsze napoje.
/Jednak trochę się boję?/,
Będzie życzył udanej zabawy.
Później, na dancingu,
Wśród setek ludzi, setek gwiazd,
Nie będzie nikogo, oprócz nas.
Na spacerze w nocy
Istnieć będą tylko twoje oczy,
Twój głos, słowa, usta.
Nie, ta noc nie będzie pusta!
Prosisz mnie do walca.
Wstaję i na palcach
Wiruję a ze mną świat cały.
Za światem wiatr tańczy walca.
Po rocku i twistach
Zanurzamy wargi w kieliszkach.
I nagle zimno. Prysnął czar.
Znikli goście, zniknął bar.
Z butelki obok wylał się trunek.
Gestem przesłałeś mi pocałunek.
Ktoś do martini mi wrzucił lód!
Otwieram oczy. To wody chłód...

czwartek, 26 sierpnia 2010

ODA DO ŚRODY



kartki z kalendarza
w pastelowych barwach
od śnieżnej bieli po wyblakłe żółcienie
zatrzymują czas
w regularnych prostokątach wiotkich kartoników
z wyraźnie wypisaną pogrubionym drukiem
nazwą dnia tygodnia

błądzi wzrok
w zależności od dystansu
odczytuje w zmiennych ostrościach

o środo ty moja dzisiejsza
od wczesnego świtu
aż po poczerniały zmierzch
w samym centrum siedmiodniowego interwału
ile w tobie niezmierzonych możliwości
kalkulacji poczynionych wcześniej planów
poszukiwań lepszych rozwiązań

ile nowych marzeń i nadziei na spełnienie
w komfortowym przekonaniu
że to jeszcze nie koniec
i wszystko zdarzyć się może
niezależnie od tego
czy słonecznym blaskiem
czy deszczem powitasz

ze stoickim spokojem
ufnie zanurzam się w kolejne minuty
wierna arystotelesowskiej teorii
złotego środka

sobota, 14 sierpnia 2010

NAGA PRAWDA

krzyczeli że jest goła
bezwstydnie obnażona
ladacznica i zgorszenie świata

nie dla niej okładka vogue
zbyt wiele rubensowskich krągłości
dzisiejsze modelki muszą przecież być szczupłe

i chyba za stara pomarszczone ma czoło
na prawym ramieniu bliznę
po źle zagojonej ranie

pospolita wcale nie piękna
wręcz koszmarna bez sukienki od diora
i butów versace

a ona bosymi stopami
twardo stanęła na zimnym kamieniu
głowę dumnie podniosła do góry

oto ja tu i teraz
bez koronek pereł i złota
wasza prawda

przecząco pokręcili głowami
nie taką chcieli
nie taką chcieli mieć ją dla siebie

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

PROCENTY ROZŁOŻONE


kręci się
w głowie karuzela
kolorowy motyl goni
rudawego lwa

niebieski słoń
zakreśla trąbą kolejne koło
fortuny czy jej braku
w zależności od uniesienia

wirują filiżanki
upstrzone różowymi sercami
bez fusów po herbacie czy kawie
zamiast nich spoczywam bezwładnie

ja
na dnie

środa, 4 sierpnia 2010

KOMPOZYCJA


biedronka
uroniła łzę nad biedą
chociaż pewnie biedronki
nie ronią łez

czarne myśli
przykleiła kropkami do sukni
wyglądały weselej
na czerwonym tle

rozpostarła skrzydła
i całkiem kolorowo
sfrunęła na zielone źdźbło

taki obraz zobaczyła mrówka
nad słonecznikami niebo
w oczach szkło

sobota, 17 lipca 2010

MIESIĄC INNY NIŻ WSZYSTKIE


lipiec ma smak lepkiego miodu
zlewanego w pasiekach
z plastrów wosku do szklanego słoja

zapach lipowych kwiatów
kołyszących się pod ciężarem
brzęczących basem pszczół

dotyk splecionych rąk rytm pulsujących serc
ja Małgorzata biorę sobie ciebie...
ja Adam... ślubuję ci....


lipiec ma barwę promieni słońca
muskających złote obrączki
i bezchmurnego nieba w szczęśliwych oczach

weselnym marszem
opowiada o miłości
ciepło tak

niedziela, 11 lipca 2010

SKŁADANKA ŚLUBNA


podaj rękę
od dzisiaj już razem
pobiegniemy przez życie

od wczesnego poranka
przez dzień cały wieczór noc
i aż po świt

w kalendarzu
zapiszemy własne kartki
przez kolejny miesiąc potem rok

wspólne lata
w bukiet życia ułożymy
niechaj kwitnie i pięknieje w każdy czas

i niech miłość
co złączyła nas w tej chwili
całe życie równie mocno łączy nas

czwartek, 8 lipca 2010

ROZTERKI ETYMOLOGA


ja pożeracz słów
rozgryzam wolność
smakuję kęsami
wolno a mimo to
ością w gardle utkwiła

myślałem bez granic
lepiej mi będzie
bez zasad i norm
gdzie mogę wszystko
zawsze ja i moje

myliłem się bo inni
myśleli tak samo
więc teraz pytam
po co ta wolność
gdy znowu chaos

wtorek, 6 lipca 2010

DOTYK



świat ukrył się w ciemnościach zbyt wcześnie
nie zdążyła poznać łąki
pełnej chabrów i rumianku

wyciągała niepewnie ręce
starając się dotknąć rzeczywistości
abstrakcyjnej i konkretnej zarazem

dłonie stawały się najważniejsze
rozpoznawały kształty
błądząc po ostrościach i wypukłościach

najbardziej zachwycały kwiaty
palcami rozgarniała miękkie pełne wilgoci płatki
przytulała do ciekawej nowych doznań twarzy

delikatnie muskały wtedy nozdrza drażniły usta
chłodziły rozpalone czoło
czuła je całą sobą i to było miłe

zupełnie jak w książce pisanej braillem
której zakończenia rozmytego przez falę
nie przeczyta nigdy

niedziela, 13 czerwca 2010

PRYZMATY MYŚLI IV


posłuchaj moja mała babette
to okręty wpływające do portu
syrenami witają stały ląd

powracają z dalekiej podróży
aby rzucić cumy
bezpiecznie kołysać się na falach
do następnego rejsu

może odpłyną już jutro

pewnie nie raz
przemierzą niespokojne wody
nie jedną przetrzymają burzę
gdy zabłądzą
wyznaczą nowy kurs

najważniejsze
aby miały dokąd wracać

piątek, 4 czerwca 2010

WIOSENNA WARIACJA NA 3/4


- dla Danieli Polasik
inspirowany jej wierszem
pt. "Z wiolinowym kluczem"


z wiolinowym kluczem w kieszeni
pośród świerków żarnowców i bzu
w gęstwinie wiosennej zieleni
biegnie drogą aż braknie jej tchu

poły płaszcza fruną na wietrze
rozpostarte jak ptasie skrzydła
wonią kwiatów nęci powietrze
cieszą oczy liście parzydła

raz pod górę raz w dół za drogą
pod butami żołędziowy grad
pająki zrozumieć nie mogą
skąd na nie deszcz lila płatków spadł

MOŻNA I TAK

W wygodnym fotelu
jak w zwinnym canoe
płyniesz wraz z nurtem Amazonki
w meandrach myśli tropikalny las
anakonda połyka krokodyla
nie potrzebujesz aż tak wiele
może tylko paluszki i keks.

Na południu Afryka
Sahara sypnęła piachem w oczy
nie pomogą pustynne róże
sucho w gardle i tylko w oazach
daktylowe palmy kłaniają się
tamaryszkom fatamorgana
mineralna pod ręką jak dobrze.

Parę kartek na wschód
chiński mur można ominąć
gorzej z Himalajami i Żółtą Rzeką
stożki wulkanów wznoszą się
wysoko nad ryżowe pola
feng – shui i chińskie pałeczki
sprzyjają medytacji przy herbacie.

Daleko do polarnego koła
psie zaprzęgi bez rozkładu jazdy
gdzie Antarktyda a gdzie Arktyka
na skróty przez spis treści wracasz
topnieją kostki lodu w centrum
gdzieś pomiędzy biegunami
bujanego fotela.

wtorek, 1 czerwca 2010

ZAWODY


Poszybowały latawce wysoko
nad dachy domów i korony drzew
na spotkanie pierzastym obłokom
na powitanie rozkrzyczanych mew.

Dziecięcymi rękami trzymane
kreślą w niebie elipsy i koła
czasem wiatrem w połowie złamane
lecą wprost na podniesione czoła.

Hej latawce sunące w przestworzach
jak tam z góry wyglądają dzieci
w lekkiej bryzie wiejącej od morza
kiedy słońce ich twarze oświeci.

sobota, 29 maja 2010

PEŁNIA


w smudze księżycowej poświaty
opadam cieniem na trawę

unoszę ręce
jakbym chciała przepłynąć
na drugi brzeg

kołysz mnie zielona falo
ku przystani bezpiecznej
prowadź

utul jak niemowlę
w objęciach matki

niech nie płyną łzy

niedziela, 23 maja 2010

PRYZMATY MYŚLI III


zostań moja mała babette
na rozstajach dróg
tak łatwo się zgubić

zwłaszcza kiedy myśli
porozrzucał wiatr
a pryzmaty
wśród popiołów
preferują szarość

drogowskazy
rozpostarły ramiona
na powitanie
lub pożegnanie

jak ptaki
szybujące w przestworzach
one są wolne

czy są również
szczęśliwe

PRYZMATY MYŚLI II


widzisz moja mała babette
zwierciadła czasu
odbijają wspomnienia
ożywają cienie
ukryte pod szkłem

na skażonych rysą datach
nie odnajdziesz
kryształowych szlifów
ani myśli zesłanych
na banicję przez mózg

bezdrożami wędrują
potykając się o kamienie
w poszukiwaniu sensu
aż po kres

to tylko pryzmaty
kolorowe szkiełka
dawnych dni

PRYZMATY MYŚLI I




wiesz moja mała babette
życie jest piękne
pomimo wszystko

zwłaszcza wiosną
gdy kolorowe sukienki
bledną w kwiecistych ogrodach
a promienie słońca
załamują się tęczą
w drobinkach deszczowych łez

i ten zapach
subtelnie dobrany
na każdą porę dnia
bardziej zmysłowy
gdy przymkniesz oczy

myśli muszą wtedy zwolnić
chociaż na chwilę

sobota, 15 maja 2010

WIOSNA 2010

konwaliami przystroiłaś zieloną sukienkę
pachnącą źdźbłami traw
falującymi na wietrze

kokardką stokrotek przewiązałaś włosy
poprawiłaś sandały
z białych margaretek

na ramię zarzuciłaś
torebkę z niezapominajek
zapinaną na żółty mlecz

słoneczny blask igrał z cieniem
jakbyś pajdę chleba
podawała na dłoni

jak mam ci powiedzieć
że jaskółki nie powrócą
do pustych gniazd

- pamięci mojej Mamy poświęcam

piątek, 7 maja 2010

NA PRZEDMIEŚCIACH


na przedmieściach
dzień zaczyna się koło południa
zgrzytem klucza w zardzewiałym zamku

czarny kot wygina grzbiet na szczycie dachu
spluwamy przez lewe ramię trzy razy
zanim dosięgnie pech

na przedmieściach
kamienice otrzepują tynki z fasad
obnażają ceglane blizny ze śladami po kulach

w zakurzonych oknach usychają pelargonie
głucho stukają wiekowe okiennice
wiatr roznosi plotki po bramach

na przedmieściach
kochamy pośpiesznie pijemy za dużo
na zdrowie i za lepsze jutro

uciekamy w sen przed świtem
wielkim odlotem byle jakich wspomnień
nie zaczynających się od dzień dobry

niedziela, 2 maja 2010

Z MYŚLĄ O TOBIE



posadziłam w ogrodzie bratki
fioletowe z żółtym środkiem
rozpromienionym jak słoneczko

aksamitne płatki
zachwycały świeżością po zimie
drobne listki wspinały się zielenią ku niebu

powiedziałaś że to nagrobne kwiaty
nie zrozumiałam
cmentarze były wtedy daleko

dziś przemierzam cmentarną alejkę
z doniczką fioletowych bratków w ręce
niepewnie stawiam na ziemi pod krzyżem

sobota, 24 kwietnia 2010

KONCERT W ŚWIETLE LATARNI


Fryderyku...
ostatni dźwięk mazurka
złączył się z wieczorną ciszą

delikatne dłonie
na chwilę znieruchomiały
nad klawiaturą

Fryderyku...
powtórzyły szelestem
wierzbowe liście

wiatr jeszcze długo nucił
podsłuchaną melodię
zaglądając w wilgotne oczy

zanim rozbrzmiały oklaski

sobota, 10 kwietnia 2010

OSTATNI LOT



mgła nad Katyniem
pośmiertnym całunem zawisła nad ziemią
w koleinach drzazgi połamanych drzew

wiosenne źdźbła
zaledwie wzeszły z poszycia lasu
znacząc drogę pasem startowym ku wieczności

płoną znicze
w pamięci żałoby ślad
w kartach historii koło

czarna wstęga na biało - czerwonej

czwartek, 8 kwietnia 2010

TROCHĘ INNY FASON



wełniany szal
z dziurawymi śladami po molach
przez które widać Giewont

dlaczego ocalały splątane frędzle
bez których całość nadal
chroniłaby przed chłodem

teraz nie okrywa nagości
jednak z drugiej strony
szkoda ażurowych widoków

a gdyby tak odwrócić
nowe trendy też muszą mieć
jakieś źródło

sobota, 27 marca 2010

RACHUNEK SUMIENIA



nie rozumiałam
zmęczenia pochylonego nad stołem
wyszczerbień na brzegu kubka do herbaty
gwizd czajnika podrywał z krzesła zbyt szybko

nie słuchałam
łatwiej było wtedy zaprzeczać
układać ziarnka maku między okruchami chleba
czarne kulki zdobiły obrus wielokropkiem

nie potrafiłam
znaleźć chwili na uśmiech
nawet taki zwyczajny z uprzejmości
dzielić czasu na cząstki wspólne pomimo wszystko

niedziela, 21 marca 2010

SZEKSPIRIADA


na balkonie ona – Julka
ruda i piegowata
z motylem kokardy we włosach
i pryszczem na nosie
pięknieje uśmiechem
jak tysiące innych
zakochanych Julii

na dole on – Romek
współczesny Romeo
w niebieskim podkoszulku
włosami do ramion i skoliozą
starannie przeciera okulary
aby lepiej widzieć
swoje rude szczęście

kocham cię – krzyczy
głos nabiera pewności
wspinając się po parapetach
powraca subtelnym pocałunkiem
zdmuchniętym z dłoni
wiatr porusza firankami
w sąsiednich oknach

wtorek, 16 marca 2010

FRASZKI

Na wiecu

powiedział A głosem stanowczym jak przystało na polityka
powiedzieć B już nie zdążył ramiona skulił i uszy zatykał

Doświadczony

krytyk na krytykanctwie poślizgnął się krytycznie
nową modą w krytyce nazwał to błyskawicznie

Uczestnik bójki

najgorsze w tym wszystkim było to
że sam nie wiedział o co tak naprawdę szło

Zgodnie z fizjologią

nie mógł stać stale
na piedestale

Nie wszystko złoto

zakochał się w królewnie
teraz płacze rzewnie

Kolej losu

ślepe zaufanie do słowa pisanego
na manowce zwiodło już niejednego

niedziela, 14 marca 2010

OPTYMALIZACJA

w międzyczasie
wypełniona przestrzeń
od zegara aż po kalendarz

labirynt pokręconych ścieżek
zatopionych w żywopłocie słów
szukam klucza

ostrze ołówka
wolno kreśli grafitową linię
dłuższą niż linia życia na dłoni

szara mysz
zwykle szybciej odnajduje
kawałek sera

nieświadoma
zastawionej pułapki
i tego co jutro